Zbliża się ten dzień. 2 marca pierwsza rozprawa. Dziwnie się czuję i to że spotkamy się z mężem w sądzie jest dla mnie takie smutne. Nie chcę tego, ale już nic nie mogę zrobić, on podjął taką decyzję. Proszę o modlitwę.
Mąż powiedział, że już mnie nie kocha — to był dla mnie cios! – Magda M. Byliśmy razem przez dziewięć lat. Nie będę zaprzeczać – sprzeczaliśmy się jak w każdym zdrowym związku. Nie przypuszczałam jednak, że kiedyś usłyszę od niego takie słowa. Albo może, nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że mogłabym kiedykolwiek usłyszeć to, że mąż mnie już nie kocha. Kiedy mąż powiedział, że już mnie nie kocha — to był dla mnie cios! Z początku nie wiedziałam jak zareagować. Ostatecznie podziękowałam mu za jego szczerość. Mogłam się domyślić, że mnie już nie kocha od dłuższego czasu, ale chciałam mieć nadzieję, że mimo wszystko jest dobrze i po prostu nie potrafi okazać mi swoich uczuć, ani ich wypowiedzieć. Nie potrafi tego zrobić, bo wielokrotnie wcześniej zawiodłam jego zaufanie. Mąż mnie już nie kocha! A ja kochałam go naprawdę… Ja często zapewniałam go o moich uczuciach względem niego, ale on nie potrafił określić swoich uczuć. Wręcz unikał rozmów na ten trudny dla niego temat. W końcu zdobył się na odwagę i powiedział, że już mnie nie kocha. Czułam smutek, nie wiedziałam jak zareagować. A tak naparwdę tyle róznych emocji w moim ciele, które robiły jeden wielki chaos, którego nie potrafiłam ogarnąć. Miałam bardzo zmieszane uczucia, sama nie wiedziałam i nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytania: czy ja to jeszcze chce naprawiać, czy jest w ogóle sens? Przecież powiedział mi wyraźnie „nie kocham cię”. Wiem, że nie mogę zmienić już jego uczuć. Nie mam wpływu na to co on myśli i czuje, ale mam wpływ na siebie. On chce rozwodu Oznajmił mi, że chce ode mnie odejść. Wiele okoliczności miało na to wpływ, że przestał mnie kochać. Na początku nie chciałam mu dać rozwodu — mamy razem wspaniałą córeczkę i nie chciałam rozbijać naszej rodziny. Ale z drugiej strony po co żyć mam z człowiekiem, który męczyłby się tylko moją obecnością. Dlatego tak – dam mu upragnioną wolność — niech jest szczęśliwy. Nie będę i nie chcę na siłę mieć – pełną rodzinę. Bo tak wypada, bo wszysycy tak mają. Poskładałam puzzle do kupy – teraz sama chce rozwodu Jak wspominałam wcześniej, wielokrotnie sprzeczałam się ze swoim mężem, czasem nawet tak bardzo, że wyprowadzał się na jakiś czas. Później wracał i próbowaliśmy wszystko naprawiać. Z pozoru nawet nam się to udawało, wszyscy odbierali nas jako kochającą się parę. A jak to wyglądało naprawdę i z jakimi uczuciami ja się zmagałam — to tylko ja wiem. Poskładałam puzzle do kupy i uświadomiłam sobie, że jemu nigdy tak naprawdę nie zależało na mnie. Nigdy mnie niczym nie chciał zaskoczyć, nie sprawiał mi niespodzianek, nie podejmował żadnej inicjatywy (żeby wyjść na spacer, randkę, czy wyjechać gdzieś na wspólne wakacje) – to ja te rzeczy ogarniałam, żeby ten związek „żył”. Tak naprawdę nie pamiętam nawet, kiedy on mnie przytulił, chwycił za rękę, kiedy tak naprawdę zawalczył o mnie — jak facet walczy o kobietę! Każda kobieta przecież chce czuć się wyjątkowo. Ja nie pamiętam, żebym tak kiedykolwiek czuła się przy nim. Wiem to smutne. Gdy sobie to wszystko uświadomiłam, poskładałam puzzle do kupy – teraz sama chce rozwodu. Zasługuje na prawdziwą miłość Znam swoją wartość. Zasługuje na prawdziwą miłość,. Zasługuje na wsparcie, którego w tamtym związku nie mogłam otrzymać. Teraz szczerze pragnę zawalczyć o siebie! Przecież jest jedno życie. Czy tak wiele chcę od życia — być po prostu szczęśliwa? Dostrzegłam że moja wartość i pewność siebie spadła, właśnie dlatego, że tkwiłam w takim związku. Z perspektywy czasu cieszę się, że usłyszałam te słowa od niego. Pewnie z wygody nawet nie chciałabym znaleźć czasu na taką refleksję o swoim życiu. Nie będę kłamać, to wszystko jest dla mnie trudne — ale cieszę się, że otworzyłam oczy i zaczynam nowy rozdział w moim życiu. Jestem młodą matką teraz już samotną. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze kogoś spotkam, ale wiem, że już nigdy nie dopuszczę do tego, by ktokolwiek traktował mnie w ten sposób. Teraz wiem jak powinien wyglądać normalny związek. Jak powinno okazywać się uczucia względem siebie. Teraz wiem, że nie muszę tylko dawać — ale sama mam prawo brać pełnymi garściami. Zasługuje na to! Mogłabym się załamać po takiej wiadomości od męża. Nie ma chyba nic gorszego jak usłyszeć takie słowa. Przecież przekreśla całe nasze wspólne lata. Mogłabym, ale nie chce. Jestem przekonana, że wszystko robiłam, by budować naszą relację. Ale widocznie robiłam to na siłę – bo tylko ja chciałam budować. Teraz pora zadbać o siebie. Pora na to, bym zajęła się sobą i odbudowała swoją pewność siebie, bo swoją wartość znam. Zostawię Was z moją perspektywą: „Kiedy życie daje Ci cytryny, rób z nich lemoniadę!” Była to historia Magdy M. ❤️ Przeczytaj również: 7 Nawyków, które szkodzą związkom Co myśli facet po kłótni Czy to koniec związku? Czego kobieta szuka u partnera? Czy powinnam od niego odejść?
Skontaktowałam się z nim, aby pomógł mi przyprowadzić z powrotem mojego męża, a on poprosił mnie, abym nie martwiła się o bogów jego przodków walczących o mnie. Powiedział mi, że po trzech dniach dołączy do mnie i mojego męża. Po trzech dniach mój mąż zadzwonił do mnie i powiedział, że nadal szuka ze mną rzeczy.
Bp Artur Ważny – fot. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej – Będziemy posłani do Kościoła, do miejsc, gdzie mieszkamy na co dzień, które mogą się nam nie podobać, bo są „w błocie”, nie są idealne, ale Jezus mówi: „Idź tam. Idź tam, z moim pokojem, moim miłosierdziem. Zaufaj” – mówił bp Artur Ważny podczas Mszy świętej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Na początku homilii tarnowski biskup pomocniczy przywołał słowa z Apokalipsy św. Jana: „Ja, Jan, wasz brat i współuczestnik w ucisku i królestwie, i wytrwałości w Jezusie, byłem na wyspie, zwanej Patmos”. Apostoł został zesłany na wyspę z powodu głoszonej Ewangelii, a współcześni ludzie przez pandemię przebywali w izolacji i zamknięciu. Biskup powiedział, że na wyspie Patmos człowiek czuje się niezrozumiany i uciśniony. Sytuacja, doświadczana w życiu jest swoistym badaniem czy ma się w sobie miłość i zaufanie do Boga. Dobrym miejscem by przeżywać to, co trudne jest Msza św. Zmartwychwstały mówił do św. Jana: „Co widzisz, w księdze napisz i poślij siedmiu Kościołom, które są w Azji”. Słowo „Azja” można przetłumaczyć jako „błoto”. Biskup zaznaczył, że współczesny Kościół jest w błocie i zostaje nim obrzucony, Jezus jednak wciąż go kocha. Bp Artur Ważny powiedział, że na początku Mszy św. wierni mogą mieć przeświadczenie, że „przegrali w walce” i muszą przeżyć Eucharystię jako spotkanie z żywym Bogiem. W ciemności, która dotyka serc i sprowadza do izolacji, staje Chrystus, który mówi „Pokój wam”. Zbawiciel pokazuje swe rany i oczekuje, że człowiek Mu pokaże swoje zranienia. – To ważne, by pokazać Jezusowi na początku Mszy św. z czym przychodzę, pokazać moją „biedę”, ciemność, zamknięcie, ucisk, prześladowanie, moje „Patmos”, a on wtedy mówi: „Pokój tobie!” – wskazał bp Artur Ważny. Jezus mówi, że ma klucz do pokoju, który ma zagościć w sercu człowieka. Wierzący odpowiadają zatem podczas Mszy św.: „Panie, zmiłuj się nade mną, potrzebuję Twej miłości”. Biskup dodał, że początek Eucharystii to moment, gdy Chrystus się lituje nad człowiekiem, którzy „przegrał w walce”. – Ważne, by przyjść z wszystkim, niczego przed Bogiem nie udawać, lecz wszystkie swe zamknięcia pokazać. Jeśli jest trudno – stanąć zamkniętym, ale z pragnieniem: „Panie Jezu, Ty możesz mnie otworzyć – wskazał. Kolejnym etapem Eucharystii jest liturgia słowa. Chrystus mówił: „Pokój wam”. Tę część Mszy św. można określić jako „miłość matki, która kocha swe dziecko wciąż inaczej”. Słowo Boże chce dotrzeć do każdego adekwatnie, w zależności od potrzeb i kochać człowieka jak matka swe dziecko. Biskup powiedział, że powodem pojawienia się niepokoju jest niewłaściwe głoszenie Słowa Bożego. Pokój i wojna rodzą się w sercu. Ci, którzy wywołują konflikty zbrojne mają w sobie wiele niepokoju i usiłują powoływać się na Boga. – Ważne, by słuchać Słowa Bożego, które jest głoszeniem miłosierdzia i pokoju, byśmy wiedzieli, jak kochać braci i siostry i dostosowywać miłość miłosierną do tych, którzy są na co dzień obok nas – powiedział bp Artur Ważny. Chrystus mówił „Weźmiecie Ducha Świętego”. Słowo Boże zostało napisane pod wpływem Ducha Świętego i gdy się go słucha, przyjmuje się Ducha. „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” – mówił Zbawiciel. Konicznym jest, by w relacjach międzyludzkich właściwie i konsekwentnie postępować wobec innych. – Ważne jest, by słuchać Bożego słowa, które buduje pokój. Duch Święty będzie nam mówił, jak kochać bliskich, reagować na pewne sytuacje: kiedy z oburzeniem, a kiedy z łagodnością. Jedno i drugie może być miłosierdziem – wskazał biskup. Podczas Eucharystii Bóg przychodzi do ludzi, zobowiązuje się ich kochać, nawet jeśli oni Go nie kochają. To miłosierdzie daje siłę i pewność. Bóg przychodzi mimo wszystko do człowieka, który może być rozdwojony i pełen sprzeczności. Chrystus powtarza Tomaszowi i apostołom: „Pokój wam”. Biblijny pokój, który przynosi Jezus to równowaga między sprzecznościami i lekarstwo na sprzeczność w człowieku. Biskup przyznał, że wielu ludzi odchodzi teraz od Kościoła, ale Jezus mówi o swej wielkiej miłości i prosi człowieka, by nawiązał z Nim relację. Zbawiciel zaznacza przy tym, że wiara boli i wymaga, by się od Niego uczyć. – To piękne, że Chrystus daje taką odpowiedź: „Kocham cię, nawet kiedy ty mnie nie kochasz” – podkreślił biskup. Ostatnim etapem Mszy św. są obrzędy zakończenia. Rozpoczynają się one Komunią Świętą, gdy człowiek staje się jedno z Chrystusem. Jezus nakazuje człowiekowi, by szedł i ogłaszał jego pokój i miłosierdzie tym, których na tej Eucharystii nie ma. – Przez nas Zbawiciel chce zmieniać ten świat – wskazał biskup. Powiedział, by zebrani podczas tej Mszy św. przeżyli zachwycenie na wzór św. Jana, który dzięki Chrystusowi zupełnie inaczej spojrzał na swe życie. – Będziemy posłani do Kościoła, do miejsc, gdzie mieszkamy na co dzień, które mogą się nam nie podobać, bo są „w błocie”, nie są idealne, ale Jezus mówi: „Idź tam. Idź tam, z moim pokojem, moim miłosierdziem. Zaufaj”. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej
Można być wkurzonym na kogoś, ale żeby go wyklinać ?! Niby nas kochają ( przynajmniej tak twierdzą). Mój mawiał, że życia sobie beze mnie nie wyobraża; że kocham mie bardziej niż ja jego. Nie ku***ł na mnie w czasie kłótni, ale zdarzały mu się chamskie odzywki. Z biegiem czasu coraz więcej. Wracając do tematu:
założyłam tu konto specjalnie po to, żeby się Was poradzić. Nigdy w życiu bym siebie o coś takiego nie podejrzewała,zawsze mnie śmieszyło proszenie się o radę na jakiś forach, a już zwłaszcza, jeśli idzie o związki, ale... Byliśmy razem ponad 5 lat. Jestem realistką, a raczej byłam; nigdy nie mówiłam 'na zawsze', 'do końca życia', chociaż bardzo chciałam i on o tym wiedział. Za dużo się stało w moim życiu, żeby tak po prostu kogoś kochać. A jednak - 5 lat byliśmy szczęśliwi. Idealnie do siebie pasowaliśmy. Jasne, że były lepsze i gorsze dni; zdarzało mi się być furiatką, wszystkiego musiałam się uczyć, rówież panowania nad gniewem. I udało mi się. Nie robiłam wyrzutów, nie musiałam pisać smsa co 5 minut, jak był w pracy to był - jak musiał zostać dłużej,też to rozumiałam. Każdy z nas miał swoje życie poza tym wspólnym - ja wychodziłam do klubów, on z kolegami. Nigdy nie było to problemem, bo sobie ufaliśmy. Mieliśmy podobne poglądy, byliśmy oprócz bycia parą naprawdę dobrymi przyjaciółmi, którzy uwielbiają razem spędzać czas. Ale stało się. Mija 6 tygodni, od kiedy powiedział mi, że mnie nie kocha. Że to się wypaliło. Chyba łatwo się domyślić, że diametralnie się zmieniłam - z wyluzowanej dziewczyny, która żartowała i się śmiała,stałam się zapłakaną desperatką, która robiła wszystko żeby tylko go odzyskać. Naprawdę. Nie sądziłam, że kiedyś będę do tego zdolna, ale faktycznie go błagałam, groziłam, krzyczałam... to nie jestem ja, on to wie. Muszę przyznać, że naprawdę zachowuje się dobrze, próbuje mi pomagać, rozmawia ze mną, ale to sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Ale z drugiej strony - jak ze sobą nie rozmawiamy, to jest mi jeszce gorzej. Napisałam mu maila, w którym napisałam wszystko co czuję. Powiedział, że płakał jak go czytał, bo dopiero zdał sobie sprawę, jak mnie zranił. Że naprawdę tego nie chciał, ale on nie tęskni i mnie nie kocha. Dodam, że jesteśmy naszym pierwszym poważnym związkiem. Mam 23, a on 24 lata. Nikogo przed sobą nie mieliśmy. Nigdy go też nie trzymałam na smyczy, nie traktowałam go jak dziecka, nie tresowałam, jak robi wiele dziewczyn Po prostu traktowałam go po partnersku, jednocześnie okazując dużo miłości. Dodam też, co jest ważne: w lutym całowałam się po pijaku z kimś, kto kiedyś był dla mnie ważny. On sam powiedział mi, że mam się do tego przyznać, bo wtedy zostaniemy razem. Jak mu nie powiem, to mnie zostawił. Powiedział też że wie, że po części to jego wina,że całowałam się z kimś innym, bo to był ciężki okres w naszym związku. Wtedy nie traktował mnie najlepiej. Ale za nic nie zwalam winy na niego! On sam po części wziął ją na siebie. Mówił mi, że od tego czasu trochę się zaczęło psuć, ale to nie jest główny powód naszego rozstania. Że po prostu mu się wypaliło, nie chce być w związku. Wiem, że spieprzyłam sprawę z tym pocałunkiem. Ale to była jednorazowa sprawa z kimś, z kim nie mam nawet kontaktu. On też nie był święty. Zachowywał się czasem okropnie, nasz związek momentami nie był kolorowy. Niczego tak nie pragnę, jak powrotu do niego. Znam masę historii ze swojego otoczenia, gdzie ludzie do siebie wracali. Ci, którzy byli swoim pierwszym związkiem też. Nic nie robię jak tylko płaczę i nie śpię. Nie mam na nic siły. Wszystko mi się zawaliło, dosłownie. Myślicie, że jest jeszcze szansa? Nie chcę go męczyć, po prostu tak bardzo chcę być z nim znowu. Proszę, pomóżcie. Naprawdę sobie nie radzę.
  • ቹмωн мዉкрыд
    • Багዘдιπևδо ዟ
    • Աдуբахиቄ вև
    • Й էφωс дοгесахр он
  • Аኗ նቺσሄ ρዶδ
    • ጋрխпебካዌεц глըфезви φюጺеκ
    • Рωπ ω ኾβոтвոኀуታ ду
    • Αцኮ угепытቁնо ոշулθξ ጾащаνችዳеր

chłopak który mi się podoba powiedział mi że mnie kocha co mam zrobić żeby nie wyjść na łatwa? 2011-01-07 14:03:31; chłopak, który mnie kocha chyba nie chce ze mną chodzic co mam zrobić,żeby powiedział TAK? 2010-08-05 22:07:54; Chłopak z klasy powiedział że mnie kocha 2016-09-21 17:18:22

Kiedy mężczyzna mówi, że cię kocham, łatwo jest się otrząsnąć w rzeczywistych słowach i romansie danej chwili, ale może to oznaczać wiele różnych rzeczy dla Ciebie i Twojego związku. Według badań mężczyźni częściej wyznają miłość w związku. Więc są szanse, że facet, z którym jesteś, powie te trzy małe słowa, zanim to zrobisz. Ale co robisz, gdy mężczyzna mówi ci, że cię kocha? I co naprawdę oznacza kochanie cię dla twojego związku? Oto osiem ważnych rzeczy, które musisz wiedzieć o tym, co to znaczy, gdy mężczyzna mówi ci, że cię kocha: 1. Pamiętaj, czyny mówią głośniej niż słowa. Fakt, że ktoś mówi Ci, że Cię kocha, jest cudowny, a dla niektórych osób jest to ważny etap w związku. Pamiętaj tylko, że słowa to nie wszystko. To, jak potraktował ciebie, powinno być wskazówką, jak się do ciebie czuł, zanim użył tych słów. „Każdy, kto mówi, że cię kocham, w gruncie rzeczy potwierdza na głos, jak już się czuje” – wyjaśnia Kevin Darné, pisarz relacji i autor książki My Cat Won’t Bark! (A Relationship Epiphany). „To nie jest początek czegoś nowego. ” 2. Niekoniecznie oznacza to, że jest gotowy się zaangażować. Kiedy mężczyzna mówi, że cię kocham, nie oznacza to, że chcą cię poślubić i zacząć rozmawiać o posiadaniu dzieci. Kochanie kogoś i chęć spędzenia z kimś reszty życia, a nawet chęć wprowadzenia się do kogoś to bardzo różne rzeczy. 3. Jeśli czujesz to samo, powiedz to w odpowiedzi. Jeśli mówi ci, że cię kocha i daje ci słowa, które chcesz usłyszeć, nie zapomnij o odwzajemnieniu miłości. Mężczyźni muszą usłyszeć, że cię kocham tak samo jak kobiety. Ale jeśli nie jesteś jeszcze gotowy, aby to powiedzieć, nadal musisz odpowiedzieć. „Jeśli nie czujesz tego samego, może zapaść niezręczna cisza, w wyniku której spodziewał się, że to powiesz” – mówi Darné. Jeśli nie wiesz, czy go kochasz, Darné sugeruje złożenie namiętnego pocałunku i uścisku na niego bez wypowiadania słów. 4. Powiedzenie „kocham cię” może sprawić, że będziesz bardzo zdezorientowany. Nawet jeśli powiedzenie „kocham cię” nie oznacza małżeństwa, jeśli jesteś w zaangażowanym związku, może wydawać się, że postępujesz w ten sposób. Jeśli twój związek nie jest jeszcze tak poważny, może to oznaczać, że jego celem jest zaangażowanie i ekskluzywne partnerstwo. ”Zadawanie pytań, wspólne spędzanie czasu i dzielenie się historiami są najlepsze sposoby na ustalenie, gdzie jesteś w związku ”, wyjaśnia Varsha Mathur, założycielka i trenerka relacji w KnowingLuxe ™ Coaching. 5. Uważaj, jeśli kocham cię, przyjdzie za wcześnie. Jak dobrze czujesz się w związku? Jeśli czujesz to samo, co on, prawdopodobnie jego deklaracja pochodzi z prawdziwego miejsca. „Po prostu bądź ostrożny, jeśli to nastąpi zbyt wcześnie i nie znasz się dobrze” – mówi Mathur. „Może to oznaczać, że słowo miłość jest używane w wyrażeniu zauroczenia”. 6. Zbadaj kontekst. Jeśli powiedział, że cię kocha w trakcie przeżywania orgazmu lub podczas śniadania, są to zupełnie dwie różne rzeczy. „To pierwsze może być stwierdzeniem opisującym uczucie, jakie odczuwa w danej chwili, podczas gdy drugie jest czymś, co zostało powiedziane po zastanowieniu się”, mówi Darné. Ponownie, później zwróć uwagę na jego działania. Jeśli zachowuje się tak, jakby nigdy tego nie powiedział, prawdopodobnie został złapany w tej chwili. 7. Upewnij się, że czujesz się kochany. Typowy problem, który pojawia się po wypowiedzeniu słów Kocham Cię, ma związek z tym, co to znaczy słuchacz i jego oczekiwania. ”Każdy z nas ma własne wyobrażenie o tym, jak wygląda miłość i jak powinna zachowywać się miłość. Zasadniczo wszyscy szukamy kogoś, kto pokocha nas tak, jak chcielibyśmy być kochani. Jeśli nie czujemy się kochani, tak naprawdę nie ma znaczenia, co jest w sercu naszego partnera ”- mówi Darné. 8. Nic nie musi się zmienić. Najważniejsze jest to, że jeśli mówi ci, że cię kocha, związek prawdopodobnie układa się dobrze. „Zrozum stan swojego związku. Nie musisz nic robić ani zmieniać, ciesz się związkiem, który naturalnie się rozwija” – mówi Mathur. Pisarz i autor Ashley jest autorką relacji i pierwszej powieści „Vixen Investigations: The Mayoral Affairs”. Pisze o tym wszystko: seks, miłość, randki, małżeństwo i „zbrodnie serca”.
Mam fobie o ktorej on doskonale wie,. Starałąm sie jak mogłam ale pewne sytuacje mnie przerastały Ostatnio powiedział ,że coś się u niego wypaliło ,,że wszystko go przerosło Nie wie czy kocha Powiedział ,że zasługuje na szczęście,którego on nie może mi dać . fot. Adobe Stock Jestem osobą samotną… Boję się, gdy o tym myślę. Mam czterdzieści pięć lat, spośród bliskich nikt mi już nie został. Rodzice nie żyją, z mężem rozstałam się dwa lata temu, a dzieci niestety nie mieliśmy. Początkowo samotność mi nie doskwierała. Po burzliwym związku czerpałam radość ze spokoju, jaki mnie otaczał Cieszyłam się możliwością odpoczynku po pracy, przeczytania ciekawej książki czy pójścia do kina na taki film, na jaki akurat ja mam ochotę. Z czasem jednak ten poukładany schemat i brak sensu w życiu zaczęły mi przeszkadzać. Praca dawała mi komfort finansowy, ale ja chciałam robić coś więcej. Chciałam czuć się potrzebna! Wolontariat znalazł mnie sam. Jedno ogłoszenie i już byłam zapisana na kurs. Wybrałam hospicjum. Czułam, że właśnie tam odnajdę to, czego szukam. Rodziców straciłam bardzo wcześnie. Ojciec zginął w wypadku, gdy miałam dwanaście lat, a mama zmarła na raka w moje dwudzieste trzecie urodziny… Nie byłam wtedy przy niej. Zdawałam egzaminy na studiach. Wcześniej chciałam przerwać naukę i wrócić do rodzinnego miasta, by zaopiekować się mamą, ona się nie zgodziła. Bardzo chciała zobaczyć mój dyplom. Nie zdążyła… Nie pomogłam mamie, ale mogę pomóc innym. Praca wolontariusza pochłonęła mnie bez reszty Każdą wolną chwilę spędzałam w hospicjum. Wielu moich współpracowników nie wytrzymało, odeszli przerażeni ogromem cierpienia, bólu i samotności. Ja nie patrzyłam na pacjentów w ten sposób. Starałam się w każdym z nich zobaczyć człowieka, który jest wyjątkowy. Pomagałam personelowi, jak mogłam i umiałam, nie bałam się ciężkiej pracy. Po kilku miesiącach znalazłam jednak swoje powołanie. Rozmowę. To zadziwiające, jak bardzo ludzie potrzebują po prostu się wygadać. Słuchałam godzinami opowieści i historii całego życia. Niektórzy żalili się, inni chwalili dziećmi, wnukami, jeszcze inni pytali o radę. Dzięki tym rozmowom wiele się nauczyłam i zrozumiałam, co naprawdę w życiu jest ważne. Tak właśnie poznałam Krystynę. Zaprzyjaźniłyśmy się, choć dzieliła nas spora różnica wieku. Była przemiłą staruszką, która pomimo choroby emanowała pozytywną energią, spokojem i takim ciepłem, że przebywanie w jej obecności było czystą przyjemnością. – Nic podobnego! – stwierdziła, kiedy podzieliłam się z nią swoimi spostrzeżeniami. – To ty rozsiewasz wokół siebie aurę dobroci. Sama nie wiem, jak to się dzieje, że opowiadam ci tak wiele ze swojego życia. Zazwyczaj tego nie robię… A Krysia miała o czym opowiadać. Historia jej życia jest jak wielka i smutna księga. Śmierć rodziców, dom dziecka, bieda, samotność, kilka nieudanych związków… – Czas leczy rany, ale śmierć dziecka po tylu nieudanych próbach zajścia w ciążę to przeżycie najgorsze. Zwłaszcza że przechodziłam przez to sama… – zwierzyła mi się kiedyś.– Sama?! A twój mąż? Nie było go? – zdziwiłam się – Był. Zawsze z boku. Nigdy nie okazał emocji… Jakby go to nie obchodziło – zamyśliła się. – Co ty mówisz! Przecież odwiedza cię codziennie. Musi cię bardzo kochać, Krysiu. Widać to po nim! – sprzeciwiłam się. – Może i kocha. Ale wiesz… nigdy mi tego nie powiedział. Przez tyle lat. Nigdy mnie nie przytulił, kiedy najbardziej tego potrzebowałam, nie pocieszył. Był taki nieczuły. Bardzo mi brakowało jakiegokolwiek zainteresowania z jego strony. – Mężczyźni czasami nie potrafią okazywać uczuć. Niektórzy tak byli wychowani, inni uznają to za okaz słabości, czasami się wstydzą – tłumaczyłam jej. – Tak, to pewnie skutek surowego wojskowego wychowania, ale czy ty wiesz, jak to bardzo boli kobietę? Gdyby nie przysięga, którą uważam za świętą, to nie wiem, czy nie odeszłabym od niego. Nie pił, nie bił, uczciwie pracował, a ja rozważałam ucieczkę od Tadeusza. Czy to nie dziwne? Chciałam go zostawić, bo nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha i że jestem dla niego całym światem… Sentymentalne bzdury starej babki, co? – Nie, to nie są bzdury. Wiele małżeństw się rozpada z tego powodu – zamyśliłam się. – Każdy potrzebuje miłości. – Chciałabym, żeby choć raz przed śmiercią usłyszeć od Tadeusza, że mnie kocha. Wyobrażam sobie, jak mnie obejmuje… i całuje – rozmarzyła się. – Wtedy poczułabym, że to moje życie miało jakiś sens. Bardzo przeżyłam tę rozmowę z Krysią i postanowiłam porozmawiać z jej mężem Następnego dnia, gdy wychodził, złapałam go za rękę i opowiedziałam o marzeniu Krysi. Był bardzo zmieszany. – Ale przecież to oczywiste, że ją… no wie pani! Co ta Krystyna wymyśliła… Ja nie potrafię o tym mówić! Przecież bym nie był z nią tyle lat, nie przychodziłbym tu, gdybym… no… – szukał słów, wreszcie machnął ręką i szybko odszedł. Po kilku dniach zdarzyło się coś niezwykłego. Kiedy wychodziłam wieczorem z hospicjum, spotkałam pana Tadeusza. Wcisnął mi w rękę kopertę. – Proszę to przeczytać Krysi. Pani będzie łatwiej. Ja jakoś nie potrafię się otworzyć, mimo wszystko… Może kiedyś… Oddalił się szybko, chcąc uniknąć jakichkolwiek pytań. Wróciłam więc do Krysi i spełniłam jego był najpiękniejszy list miłosny, jaki czytałam. Płakałyśmy obie nad uczuciami i emocjami, które Tadeusz przelał na papier. Zazdrościłam jej, że ma kogoś takiego u swego boku. To wielki skarb. Może nie potrafił tego nigdy okazać, ale kochał Krystynę nad życie. – Zadzwonię do niego – powiedziała cicho, a ja wyszłam, zostawiając ją samą. Na drugi dzień pielęgniarka przekazała mi smutną wiadomość. – Nad ranem odeszła Krysia… – Nie! Akurat dziś? Boże, była sama… A tak chciała, żeby… – byłam bliska łez.– Ależ skąd! Całą noc był przy niej mąż. Zmarła w jego objęciach… Musieli się bardzo kochać. A jednak, spełniło się ostatnie marzenie pani Krysi. Czytaj więcej prawdziwych historii:Wszystkie małżeństwa w mojej rodzinie się rozpadają. Boję się, że to klątwaPrzez pragnienie macierzyństwa, prawie zniszczyłam własne małżeństwoMój ojciec to zwykła szuja. Zostawił nas, a potem drugą rodzinęJestem chorobliwie zazdrosna o byłą mojego faceta. On mówi, że to tylko przyjaźńCórki traktowały mnie jak służącą, a ja zaniedbałam przez to męża
Okey ! to nie jest dla mnie facet na stały związek . 12 Odpowiedź przez Wielokropek 2011-10-16 13:19:53. Odp: Powiedział,że kocha i znowu zniknął..
bad I couldn't see. bad I couldn't see. I believed że nie chce abym wychodziła za came in… with them and that he doesn't want me to marry Joseph. to być osobą… która może powiedzieć"kocham cię. a person… who gets to say"I love że przyjeżdżam a ja nie mogłam powiedzieć na weekend by się zabawić bez żadnych zobowiązańHow come? no strings attached but… You know I just thought I was coming here for a fun weekend and I just couldn't say it zaczynam myśleć że jest na mnie złyAnd i'm starting to think and i have been trying to find the perfect time and place to say it back which i thought it was tonight. Results: 30, Time: Czech -mi řekl , že mě miluje Katowice Umów wizytę Dzień dobry. Bez względu na rodzaj pojawiających się w związku trudności, zawsze warto o nich szczerze rozmawiać. Komunikacja z partnerem/partnerką bywa trudna, ale ostatecznie nie ma innej drogi do zrozumienia drugiej osoby i jej świata, jak właśnie rozmowa. zapytał(a) o 18:56 Chłopak powiedział że mnie już nie kocha co robić? Spotykaliśmy sie od niedawna, na ostatniej `randce` powiedział mi że mnie kocha i jestem dla niego najważniejsza, po czym mnie pocałował, po potkaniu rozmawialiśmy normalnie, tylko dziś rano napisał, że nie możemy się dziś widzieć, spytalam dlaczego, a on na to ze jest taki problem ze nic juz do mnie nie czuje i że możemy zostać kumplami albo zerwać kontakt, zatkało mnie. Dodał jeszcze ze nie umie sie pozbierac po związku z byłą dziewczyną, ale jej też nie kocha juz. Jak myślicie, jaki może być tego powód? ( inna dziewczyna odpada, bo to akurat wiem) Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 18:57 Może po prostu nic nie czuje, na prawdę, a ty miałaś być lekiem. Myślał, że jak zajmie się inną dziewczyną, to zapomni o tamtej. W każdym razie nie kochał cię nigdy bo 'spotykaliśmy się od niedawna'. No skoro nic do ciebie nie czuje to lepiej się poddać. I się nie męczyć razem. Znajdziesz kogoś w kim się na serio zakochasz :) Tak to już jest. .Zgred. odpowiedział(a) o 19:01 Pewnie ma inną..Ja bym powiedział: Cieszę się bo już nie mogłam się doczekać końca tek porażki. Aj miłość miłość, najbardziej znienawidzone przeze mnie uczucie...To nie była miłość, skoro "spotykaliście się od niedawna". Zauroczył się tylko, a poza tym, może chciał się jedynie zabawić? Albo myślał, że skoro zajmie się Tobą to przestanie myśleć o tamtej? No ale tak to wyszło, że "wykorzystał" Cię. W sumie ja na Twoim miejscu pomyślałabym, że nic nie tracę. Miałabym teraz żyć z takim chłopakiem, który okazał sie frajerem? Wolnego, to zwykły loser, a ja jestem kobietą z klasą! Pozdrawiam ;) blocked odpowiedział(a) o 19:03 Moim zdaniem on nigdy Cię tak na prawdę nie kochał. To niemożliwe jeżeli spotykaliście się od niedawna. Wtedy tylko tak mu się wydawało. To tylko zwykłe zauroczenie. Moim zdaniem zabawił sie Tobą po prostu. KOCHAM to mocne słowo a ten chłopak wyznając Ci miłość nie wiedział co mówi. Ja na Twoim miejscu bym go olała. Zostaw go znajdziesz lepszego który na cb być tak że po jakim czasie on bd chciał do cb nie zgadzaj się bo i tak zrobi to po raz kolejny znam taki to już zrobisz jak uważasz. ocenisz? odpuść. nie kochał Cię nigdy skoro spotykaliście się od niedawna. zapomnij o nim i tyle. może by się Tobą zabawił? ewidentnie byłaś tylko 'na chwilę', jako pocieszenie, 'lek' na całe zło. ja na Twoim miejscu bym urwała kontakt. natomiast Ty zrobisz co zechcesz. jeśli go lubisz i nie chcesz urywać kontaktu możesz nadal ten kontakt z nim utrzymywać. Uważasz, że ktoś się myli? lub

Nie mogłam tego wytrzymać i do niego pojechałam, płakałam strasznie i mój chłopak powiedział, że nie wie czy mnie kocha czy jest to tylko przyzwyczajenie, że nie może jednoznacznie powiedzieć TAK ani NIE, że potrzebuje trochę czasu żeby odpocząć, że musimy się rozstać i dać sobie trochę czasu ale wciąż jest nadzieja i

Ważne jest umieć podtrzymać płomień w związku, ale musimy też nauczyć się zakończyć relację kiedy ten płomień już zgasł. Jest to bolesne, ale konieczne, żeby uniknąć niepotrzebnego musi być w nieustannym ruchu, niczym ryby pływające w oceanie. Ciągle się przemieszczają, wyskakują nad powierzchnię wody i nurkują… ale kiedy się zatrzymają w miejscu, czeka je rychła śmierć. Jeśli dotarłaś do tego punktu, czas powiedzieć: kochałam cię, ale już cię nie serce to prawdopodobnie najbardziej bolesne uczucie, jakiego można doświadczyć. Może to być tak skomplikowane, że w niektórych przypadkach trudno jest odciąć się od osoby, która była dla ciebie bardzo ważna. Słowo nie kocham cię – słania nas z nóg…Zaprogramowani na tworzenie więzi Istoty ludzkie są zaprogramowane na to, żeby tworzyć między sobą więzi: twoja rodzina, twoi przyjaciele, twój partner, twoje dzieci… Właśnie dlatego jest nam tak trudno kiedy któraś z tych więzi zostaje zerwana. Najtrudniej jest kiedy nie mamy innego wyboru. Jest jednak coś, o czym ludzie stale zapominają: relacje są żywe. Oznacza to, że muszą się one zmieniać, choć nie zawsze zmieniają się na lepsze. Ktoś nowy może się pojawić w twoim życiu i zmienić twój sposób postrzegania rzeczy. Wszystko to ma swoje konsekwencje. Kiedy zatem przyjdzie czas i będziesz musiała powiedzieć “już cię nie kocham”, pojawią się ból, złość, zawód i poczucie porzucenia. Poczujesz się mała i skrzywdzona. Coś, w co wierzyłaś, zepsuło się. Czasem jednak zakończenie relacji, która doszła do punktu, w którym trudno jest wytrzymać z partnerem może być czymś pozytywnym. Walczysz tak długo, jak jesteś w stanie znieść cierpienie. Kiedy staje się ono zbyt wielkie, jedyną opcją jest próba ucieczki. Złamane serce Uczucie jakby pękało ci serce jest jedną z najpopularniejszych metafor używanych do opisania bólu po zerwaniu. Ten fizyczny i emocjonalny ból może wywołać ogromny smutek oraz sprawić, że wszystko w twoim życiu przestanie mieć znaczenie. Dlaczego jest to tak częste uczucie? Dlaczego rozstanie oznacza złamane serce? To dlatego, że nie potrafisz rozróżnić bycia zakochanym od kochania. Wiele osób myli te dwa pojęcia, ale w rzeczywistości odnoszą się one do dwóch różnych sytuacji. Być zakochanym to czuć pragnienie i pociąg do danej osoby, co wywołuje znajome uczucie motyli w brzuchu. Jednak kiedy motyle odlatują, przychodzi czas na trzeźwą ocenę sytuacji. Czy miłość wymknęła ci się z rąk? Czasem możesz czuć się zdezorientowana kiedy widzisz siebie u boku osoby, której już nie kochasz. Twoje zauroczenie było tymczasowe, ale dzięki niemu czułaś, że żyjesz. Kiedy to mija, do głosu coraz mocniej dochodzi uczucie: “już cię nie kocham”. Jak powiedzieć “już cię nie kocham”? Trudno jest powiedzieć komuś, że już go nie kochasz ponieważ wiesz jak negatywna może być reakcja partnera. Mimo tego najlepiej jest mówić jasno i szczerze. Nie jest to łatwe, ale niestety konieczne. Musisz być w stanie zrobić to twarzą w twarz i wyrazić swoje uczucia w jasny, zwięzły i konkretny sposób, aby uniknąć nieporozumienia z partnerem. W ten sposób unikniesz wielu innych problemów. Prawdopodobnie nastąpi kłótnia, ocena oraz inne reakcje, które spotęgują złość i zawód, które odczuwasz. Nie odpowiadaj jednak tym samym – twój partner cierpi i musisz zrozumieć jego emocje. Wypowiedzenie słów “już cię nie kocham” wymaga odwagi, a w dodatku musisz podejść z empatią do partnera. Nie bój się i postaraj się znaleźć najłagodniejszy sposób przedstawienia mu swojego punktu widzenia. Dzięki temu pokażesz, że mu współczujesz i przedstawisz jasno dlaczego nie możecie już być razem. Czy kiedykolwiek musiałaś przejść przez coś tak trudnego i powiedzieć “już cię nie kocham”? Dla obojga partnerów jest to skomplikowana sytuacja, więc zanim to zrobisz, musisz to dobrze przemyśleć. Nie czekaj jednak zbyt długo z przekazaniem partnerowi swojej decyzji ponieważ im dłużej czekasz, tym trudniej będzie to zrobić. Ważne rzeczy należy mówić tak wcześnie, jak to możliwe i bez wahania. W ten sposób unikniesz wyrządzania jeszcze większej krzywdy.
Beata kocha się z mężem raz na dwa miesiące. Paulina od dwóch lat nie spała z partnerem. Ewa wyprowadziła się do salonu jeszcze tego samego dnia, w którym dowiedziała się, że małżonek dopuścił się zdrady emocjonalnej. – Nie boimy się powiedzieć partnerowi: "Kochanie, dziś nie. Boli mnie głowa". Jednak to poczucie bezpieczeństwa może być iluzoryczne. W krótkiej
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2014-01-09 11:14:56 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Temat: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Jutro minie 2,7 roku od naszego ślubu. Mężowi to wystarczyło aby przestać mnie kochać, ja jestem jego drugą żoną. Przed ślubem przez 3 lata był cudownym partnerem, potem cudownym narzeczonym, potem cudownym mężem... mniej więcej rok od ślubu wszystko zaczęło się walić, zaczęło zmieniać się jego zachowanie. Sytuacja była skomplikowana bo przed ślubem przez ponad rok nie miał pracy, w czerwcu 2011 wzięliśmy ślub a miesiąc później wyjechał na 3 mies do Anglii żeby zarabiać pieniądze i równolegle szukaliśmy mu pracy w Polsce. W październiku wrócił, dostał świetną pracę zgodną z oczekiwaniami ale zaczął mieć migreny. Zrobił badania, dostał tabletki które usunęły migreny ale poza tym zamieniły go niemalże w warzywo. Jedyne na co miał siłę to chodzić do pracy a potem leżeć. Po 9 mies na moją prośbę odstawił tabletki, poczekaliśmy miesiąc żeby całkowicie przestały działać, niestety cały czas było z nim źle(apatia, brak chęci do życia, nerwowość) , poszedł więc do psychiatry który kazał mu uzupełnić serotoninę i mąż zaczął brać Seroxat, rozpoczął też psychoterapię. Cały czas było źle, nie był tym moim kochanym facetem którego poślubiłam. Był wycofany, małomówny, niechętny wszystkiemu. Zaczął bardzo angażować się w pracę, w styczniu 2013 powiedział że nie wie co do mnie czuje, od czerwca 2013 przestał się do mnie odzywać, wyprowadziłam się z domu we wrześniu bo już nie mogłam znieść tego jak mnie olewał a w sumie to on mi wykrzyczał że albo ja się wyprowadzę albo on, a że mieszkaliśmy w jego mieszkaniu, wiadomo było że to ja mam się wynieść. A wczoraj powiedział w rozmowie telefonicznej że mnie nie kocha i chce jak najszybciej "tą sprawę rozwiązać" . Tą sprawę czyli nasze stosunku do mnie ma same zarzuty, z częścią z nich się zgadzam bo nie jestem ideałem. Że nie miał we mnie partnerki w finansach bo on musiał się o wszystko martwić a ja się kasą nie interesowałam, że nie potrafiłam zaakceptować jego dziecka poprzedniego małżeństwa i byłej żony. Zgadzam się z tymi zarzutami-częściowo. Fakt że mam trudności w rozmawianiu o pieniądzach, nie płaciłam czynszu i rachunków bo on to opłacał, ale dlaczego mi nie powiedział że mu to nie pasuje? skoro ja byłam tak nieodpowiedzialna i głupia że nie poczuwałam się do tego co teraz uważam za oczywiste bo nie płaciłam swojej części, dlaczego o tym nie mówił? że mu ciężko, że jest zbytnio obciążony. Oczywiście robiłam zakupy, gotowałam, sprzątałam, dbałam o dom i o niego bo to normalne. Co do przeszłego życia- owszem, jak rozmawiał z byłą a rozmawiał codziennie to byłam zła, bo zazdrosna. Dziecko akceptowałam tyle że jak syn przychodził do nas do domu, kładł nogi na stół i rzucał do męża "przynieś mi sok" to mówiłam mężowi na stronie że syn chyba potrafi sam się obsłużyć i że on nie musi wokół niego latać. Syn ma teraz 15 lat. Oczywiście że teraz widzę że mogłam postępować inaczej, mogłam być bardziej otwarta dla jego dziecka, powinnam interesować się finansami i dawać mężowi oparcie, powinnam, fatalnie czuję się z tym że tak nie zrobiłam. Ale tłumaczę mu że ludzie będąc ze sobą się docierają, uczą się siebie nawzajem, i jeśli mają dobrą wolę to związek się udaje. Mąż nie chce być ze mną bo powiedział ze stracił do mnie zaufanie i nie będzie się "kolejny raz narażał na to że będzie się źle czuł w związku". Że on już nie z tego nie z tego że on od samego początku czuł się w naszym związku źle tyle że tego nie okazywał, nie mówił o tym, był kochający i po prostu wspaniały. Potem zaczęło go to uwierać i zamiast rozwiązać problem to on się od niego - czyli od naszego małżeństwa- tylko siłą rozpędu. 2 Odpowiedź przez Miriamm 2014-01-09 14:39:56 Miriamm Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-29 Posty: 936 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. EdiMedi,przede wszystkim kazdy lekarz zlecajacy pacjentowi leki przeciwdepresyjne POWINIEN go uprzedzic, ze w trakcie trwania terapii nie wolno podejmowac zyciowych decyzji poniewaz pewnego rodzaju objawem ubocznym przy braniu tych lekow jest "uposledzenie emocjonalne. Cytuje:".......Innym przykładem tego samego zjawiska jest to, co pisze Prof. Helen Fisher na temat wpływ leków przeciwdepresyjnych na związki intymne z partnerami. Jej hipotezy ilustrują także główną tezę tej pracy ? potencjalny wpływ leków przeciwdepresyjnych na zjawiska wykraczające poza leczenie depresji, a dotyczące bezpośrednio istotnych zachowań życiowych osób, które je przyjmują. Fisher i Thomson [5] uważają, że stosowanie tej grupy leków może prowadzić także do zmniejszenia siły związku z drugą osobą, a nawet do zmniejszenia/utraty możliwości zakochania się. Dzieje się tak w rezultacie zmniejszania się poziomu przekaźnictwa dopaminergicznego pod wpływem leków zwiększających poziom serotoniny. Nie tylko więc działanie niepożądane tych leków w sferze seksualnej miałyby znaczenie, ale także ich hamujący wpływ na układ dopaminergiczny. To zahamowanie może według Fisher prowadzić do obniżenia tych funkcji, które są związane z aktywnością dopaminy ? miedzy innymi zblednięcia emocji w związku, zmniejszenia zainteresowania partnerem/partnerka, utraty obsesyjnego myślenia o nim/niej (leki mają działanie antyobsesyjne) oraz w niektórych sytuacjach do utraty możliwości osiągnięcia stanu romantycznej miłości (czyli zakochania)."I teraz ciezko stwierdzic, co tu jest przyczyna a co poradz sie fachowca, co zrobic??? Jest duza szansa, ze jak leki przestana dzialac emocje wroca do normy. Bądź dla siebie la­tar­nią, która oświet­la twą drogę i nie poszu­kuj światła po­za sobą. 3 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-09 15:21:52 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce maju 2013 przestał brać Seroxat, od tamtej pory minęło 8 miesięcy, leki już chyba nie działają? cały czas chodzi na terapię. I miał mówione że nie powinien podejmować ważnych życiowych decyzji. Ale ewidentnie po tabletkach jego zachowanie zmieniło się diametralnie. A może i tak by się zmieniło, nawet bez nich? nie wiem.. 4 Odpowiedź przez batszeba 2014-01-09 15:39:21 batszeba Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-05 Posty: 1,421 Wiek: 40 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. 1. Co to były za problemy neurologiczne i jaki preparat niemalże zamienił go w warzywo?2. Czy psychiatra wiedział, że mąż miał te problemy neurologiczne i że brał wcześniej ten tajemniczy lek?3. Seroxat jest podawany przy zaburzeniach lękowych, na depresję jest wiele innych leków, być może psychiatra źle dobrał lek (TO SIĘ CZĘSTO ZDARZA, CZASAMI TRZEBA ZMIENIĆ LEKARZA) to bardzo ważne, bo przy odpowiednio ustawionej farmakoterapii można idealnie funkcjonować, przy spieprzonym dobraniu objawy mogą się Twój mąż nie jest stabilny emocjonalnie i z całą pewnością przez jakiś czas jeszcze nie będzie. Podejmowanie drastycznych decyzji w takim momencie mija się z celem, dlatego absolutnie nie traktuj jego oskarżeń ani stwierdzeń o nagłym braku miłości poważnie. 5 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-09 18:28:34 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. 1. to były migreny które trwały przez weekendy czyli były ewidentnie na tle nerwowym (miał nową wymagającą pracę i bardzo się stresował), leczone flunaryzyną zdaje się. Na pewno lek na migreny na F:) i raczej była to flunaryzyna tak jak psychiatra wiedział o migrenach, wiedział o flunaryzynie. Przypisał Seroxat a potem pomimo że mąż cały czas czuł sie po nim źle nie pozwolił go zmienić. W końcu po 9ciu miesiącach brania mąż przestał szpikować się Seroxatem. Podczas całego okresu przyjmowania leku prowadził i nadal uczęszcza na psychoterapię. Od maja 2013 jest "czysty". Wg mnie choć opierałam sie tylko na tym co widziałam, Seroxat był źle dobrany, nie dawał pozytywnych efektów, żadnych w ja mogę mimo uszu puszczać to co mówi, ale on chce złożyć pozew o rozwód. Mówi że mnie nie kocha, że nie wie od kiedy bo się nad tym nie zastanawiał. Jakie ja mam pole manewru? Ma do mnie mnóstwo żalu za sprawy które można łatwo wyjaśnic, naprawić, przejśc do porządku dziennego. On mówi że nie potrafi. Łatwiej jest sie rozejść. Na pewno, ale jaka to trauma!W styczniu 2013 powiedział że nie wie co do mnie czuje. Zaproponowałam wspólna terapie, byliśmy nawet na jednym spotkaniu. Ale mąż powiedział że najpierw musi dojśc do ładu sam ze sobą, a dopiero potem uładzić sprawy ze mną. Zapytałam go wczoraj czy doszedł do ładu, powiedział że chyba tak choc może nie do końca. A potem powiedział że mnie nie kocha i jak najszybciej chce załatwić rozwód. Szok, szok dla mnie. 6 Odpowiedź przez pokonana1 2014-01-10 01:22:45 pokonana1 O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 61 Wiek: blisko 40 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce kogoś ma......... 7 Odpowiedź przez mayk222 2014-01-10 01:52:24 mayk222 Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-04-11 Posty: 1,166 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce że wyjazd za granice za tzw chlebem był dla umiarkowanie odpornego faceta psychicznie strzałem we własne kolano,tam jest makabrycznie ciężko z wielu się w wyrozumiałości,a pisanie że poznał"kogoś" to bzdury,tam nie ma na to ani czasu ani sił nie uzdrowi,jedynie uspokoi demolując na kwartał kalendarzowy dając max ciepła Swojego,nie zniechęcaj się masz odpowiedzialnego mena,warzywem nie będzie jak właściwą formą postawisz go na tzw 8 Odpowiedź przez ja_klamka 2014-01-10 02:02:08 ja_klamka Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-25 Posty: 22 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. pokonana1 napisał/a:pewnie kogoś ma.........Kurw... facet ma problemy psychiczne, bierze silne leki działające na psychikę, miał problemy praca-finanse, jest po przejściach z byłą żoną, nawet obecna żona widzi swoje błędy. Dlaczego ty nie zauważasz że może być inne wyjaśnienie niż dupa na boku. 9 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-10 10:12:58 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Będąc za granicą nikogo nie poznał, mieszkał u naszej przyjaciółki z którą uprzedzam ew domysły na pewno nic go nie łączyło, pracował tam gdzie ona, miał wszystkie potrzebne wskazówki dot wykonywanej pracy. Wtedy wszystko między nami było ok, codziennie gadaliśmy przez Skypea, był tam 3 mies i podczas tego czasu ja byłam u niego 2 razy a on w domu raz, ja mu wtedy szukałam pracy w Polsce, wyszukiwałam oferty, wysyłałam cvki, było ciężko i jemu i mnie ale wiedzieliśmy że to tylko 3 powrocie też przez kolejne miesiące było między nami dobrze, ale potem zaczęły się migreny, jedne tabletki, kolejne tabletki...tak jak napisałam w pierwszym poście. Myślę że psychika mu się rozleciała. Silny stres i się posypał. Psycholog zdiagnozował zaburzenie adaptacyjne. Do tej pory zarzuca mi że musiał jechać zagranicę do pracy - choć on się na to zgodził, omawialiśmy to wielokrotnie. Po roku od powrotu powiedział że nie powinnam pozwolić mu jechać. I że nie jest dziwne że teraz nasz związek zbiera pokłosie z tamtego jego problemem mojego męża jest to że nie mówi co naprawdę myśli. Czyli w tym przypadku zgodził się na wyjazd ale tak naprawdę go nie chciał i czekał żebym ja zareagowała. Ja nie zareagowałam bo w tamtej sytuacji wydawało mi się to najlepszym wyjściem, wiedziałam że będzie mieszkał w dobrych warunkach, w miejscu w którym był wielokrotnie bo często odwiedzaliśmy naszą przyjaciółkę, że ona pomoże mu znaleźć pracę i że będzie to trwać tylko te 3 mies. Poza tym miałam jego akceptację!Inny przykład- gdy mnie zdobywał, codziennie rano przyjeżdżał do miejsca gdzie wtedy mieszkałam i rano codziennie biegaliśmy po parku. Trwało to parę tygodni. Jak już byliśmy razem chciałam żebyśmy poszli pobiegać i co się dowiedziałam? że on NIENAWIDZI joggingu! nie potrafi powiedzieć NIE. Spełnia oczekiwania innych bo chce aby byli zadowoleni a potem się tym frustruje. I to na tych innych zruca winę za to że on musiał zachować się niezgodnie z tym co naprawdę poprzednią żoną rozwiódł się jakieś 9 lat temu więc tą traumę ma dawno za sobą. Od maja 2013 nie bierze żadnych leków. Na terapii przepracowuje trudne relacje z ojcem, to że nigdy nie potrafił przeciwstawić się osobom znaczącym w swoim życiu, że zawsze spełniał oczekiwania innych nie patrząc na to co on czuje i naprawdę chce. Problemów finansowych nie ma. Ja oczywiście że widzę swoje błędy, nie jestem ideałem, mój mąż też nie, wiele jego zachowań było skandalicznych ale on każde z nich potrafi wytłumaczyć zrzucając odpowiedzialność na mnie. Jeszcze jedna rzecz- on ma tak że co praca to nowa laska, My też poznaliśmy się w pracy. W nowej pracy upatrzył sobie jedną dziewuszkę, swoją podwładną, młodą mężatką kompletnie nim niezainteresowaną i im bardziej odsuwał się ode mnie tym częściej z nią się kontaktował. Jak pytałam dlaczego tak często się kontaktują, odpowiedział że "bo może mam ten komfort w kontaktach z nią że ona nic ode mnie nie chce". Wiem że z nią na pewno nic go nie łączy. A czy jest jakaś inna? wątpię ale ręki nie dam sobie wiem jak poradzić sobie z tą całą sytuacją. Było tak dobrze i prosto kiedyś. Teraz nie wiem co mam o moim mężu mówię że wszystko można przezwyciężyć, że w każdym związku są problemy i ze ludzie się docierają, uczą się funkcjonować razem. Na co on że tak zawiodłam jego zaufanie że on nie może zaryzykować ponownego bycia ze mną. A zawiodłam tym że nie rozmawiałam z nim o finansach, nie martwiłam się o nie na równi z nim przez co czuł się opuszczony i czuł że dźwiga wszystko na wyłącznie swoich barkach. I ja to zrozumiałam kiedy mi to w końcu jasno wyłożył, sama byłam porażona swoją własną abnegacją w tym temacie i było mi wstyd że tak go z tym zostawiłam. Tyle że na pół roku przed wyprowadzką czyli przed tym kiedy wszystko się posypało ja już partycypowałam w kosztach po połowie, mieliśmy ustalone płatności między nami, częstotliwość robienia dużych zakupów. Ze 2 razy wyłamałam się z zakupów bo zarabiałam 3 razy mniej niż on i po prostu nie miałam środków na zakupy. Na co on że nie trzymam się ustaleń, że coś wspólnie uzgadniamy a ja to olewam......... czytam to i widzę jak to bezdusznie tym wszystkim załamana. 10 Odpowiedź przez myszka50 2014-01-10 12:28:08 Ostatnio edytowany przez myszka50 (2014-01-10 12:29:07) myszka50 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-04 Posty: 642 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Och Boze a ta migrena czemu tylko w weekendy????to migrena na Ciebie byla ??? Ciezko mi zrozumiec od poniedzialku do piatku nic a w weekend czemu postanowil sie rozejsc z pierwsza zona? GDYBYM MIAŁA UMRZEC JUTRO ,NIE ZAŁOWAŁABYM NICZEGO CO ZROBIŁAM DO TEJ PORY.... 11 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-10 12:57:37 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce ma skłonności do migren, po podjęciu nowej pracy migreny pojawiały się w weekendy po 5ciu dniach stresu i ja to rozumiem. To nie były migreny na mnie bo wtedy między nami wszystko było w jak najlepszym pierwszą zoną rozszedł się bo go zawiodła, zrobiła coś istotnego za jego plecami, o czym on dowiedział się dużo później całkowicie przypadkiem. Ja znam sprawę dokładnie i oceniam że to była sprawa do wyjaśnienia, nie do rozwodu. 12 Odpowiedź przez myszka50 2014-01-10 13:55:39 Ostatnio edytowany przez myszka50 (2014-01-10 13:57:08) myszka50 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-04 Posty: 642 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Ok .przykro malzonek tez przezywa kazda zmiane .Najgorsze jest to ze nasze babskie problemy nie sa dla nich problemami. GDYBYM MIAŁA UMRZEC JUTRO ,NIE ZAŁOWAŁABYM NICZEGO CO ZROBIŁAM DO TEJ PORY.... 13 Odpowiedź przez sluuu 2014-01-10 15:04:28 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Heh zadziwiające, ale też zaczęłam leczenie parotksetyną (seroxatem) i rozstałam się z narzeczonym w grudniu zeszłego roku (7lat razem). Z Po czym nastał okres, że i tak się widywaliśmy co jakiś czas ale nie zamieszkaliśmy do tej pory razem. Raczej idzie to wszystko ku rozpadowi. Co we mnie się zmieniło? Zaczęłam się nie godzić na pewne zachowania, a do tego te rozbicie, które jest u Twojego męża. U mnie też jest taki chaos, ale uwierzcie mi, że po takich przejściach nerwowych system priorytetów się zmienia. "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 14 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-10 15:51:32 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce samo jest u mojego męża- pewne moje zachowania zaczęły tak mu przeszkadzać że kazał mi się wyprowadzić. Myślisz że Seroxat może narobić takiego bałaganu w uczuciach? co zaczęło Ci przeszkadzać u narzeczonego? jak to cofnąć? bierzesz jeszcze tabletki? jak mogę pozwolić żeby jakiś cholerny lek rozwalił moje małżeństwo? 15 Odpowiedź przez sluuu 2014-01-10 16:13:21 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. EdiMedi- wiesz on był zawsze egocentrykiem i cały świat kręcił się wokół niego. Ja się na to godziłam, ale wbrew sobie. Pewnie stąd ta nerwica, organizm nie lubi działań pod przymusem, ale brak asertywności to również mój problem (pewnie i Twojego męża). Mieszkaliśmy w moim rodzinnym domu, jeździliśmy moim samochodem, a do tego żadnych wspólnych działań żeby się usamodzielnić, tylko rozrywka. Jak dodać do tego brak mojego własnego świata (bardzo nie lubił gdy chciałam sama pójść na basen lub do koleżanki), krytykę i brak wsparcia jak zaczęła się choroba, mamy taki finisz a nie inny. Jestem nadal na tym leku. "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 16 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-10 16:24:13 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce mąż się strasznie napinał żeby sprostać wymaganiom, choć nikt od niego niczego nie wymagał, tylko on uważał że powinien być jak książę na białym koniu. I nagle się zaczęło- to robię źle, tamto robię źle. Nawet gdy szliśmy razem to mówił że źle idę, jakoś nierówno. Wciąż same zarzuty i tak jest do chorobie wspierałam go cały czas, w szukaniu pracy to samo. Fakt, byłam zła gdy na całe dnie znikał u syna, regularnie tydzień w tydzień. I kiedy wciąż kontaktował się z byłą zoną. To co mam sobie sama do zarzucenia to to źe nie interesowałam się finansami, nie kontrolowałam domowego budżetu. Pewne kwestie mój mąż miał sam na swoich barkach. Ale cholera nic nie mówił! to jest najgorsze. To się potem zmieniło ale mój mąż nie zmienił podejścia do mnie, po prostu zanegował moje istnienie. 17 Odpowiedź przez sluuu 2014-01-10 18:02:57 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Będzie dobrze. Jeśli masz silę to powiedz mu ze pomożesz mu wydostać się z problemów, ze nie on jeden ma takie stany kiedy wszystko zaczyna przerastać możliwości. "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 18 Odpowiedź przez czasymira 2014-01-10 23:29:24 czasymira Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-02-24 Posty: 750 Wiek: 34 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. A powiedz czy jego żona ma kogoś nowego? Nie wegetujmy - żyjmy ! 19 Odpowiedź przez myszka50 2014-01-11 02:35:29 myszka50 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-04 Posty: 642 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Co ludzie musza przechodzic !!!! GDYBYM MIAŁA UMRZEC JUTRO ,NIE ZAŁOWAŁABYM NICZEGO CO ZROBIŁAM DO TEJ PORY.... 20 Odpowiedź przez sluuu 2014-01-11 11:35:28 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Oj tak. Czasami ludzie przechodzą piekło. "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 21 Odpowiedź przez myszka50 2014-01-11 13:24:42 myszka50 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-04 Posty: 642 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Dobrze by bylo zeby chceli jeszcze pomocy .wspolczuje naprawde GDYBYM MIAŁA UMRZEC JUTRO ,NIE ZAŁOWAŁABYM NICZEGO CO ZROBIŁAM DO TEJ PORY.... 22 Odpowiedź przez sluuu 2014-01-13 10:24:47 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Ja nie znam męża autorki. Osobiście gdy zaczęły się leki poszłam do psychiatry. Zapisałam się również do psychologa, więc nie zostawiam sprawy same sobie. Jak dodać do tego te forum i bloga to nie siedzę z założonymi rękami. No i tak jest trudno, ale walczę. Tym nie mniej to jest wątek o osobie, która cierpi z powodu sytuacji bliskiej jej osoby. Bardzo współczuję tego wszystkiego i zachowałabym się skrajnie egoistycznie gdybym skupiała się na jego uczuciach, a nie autorki. Zdecydowałaś się go wesprzeć, dałaś pomocną dłoń i uczucie. Ze spokojnym sumieniem zrobiłaś wszystko, a to czy on z tego skorzysta zależy od niego. Powodzenia. "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 23 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-13 10:49:49 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. Sluuu - zrobiłam co mogłam, przynajmniej tak ja to czuję. Mój mąż na pewno ma swój ogląd na tą sytuację i na pewno uważa że coś zaniedbałam, bo patrzy na mnie w wyłącznie krytyczny sposób. W ogóle jest to niewiarygodne jak od wielkiej miłości i bycia szczęśliwym w związku ze mną przeszedł do totalnego olewania mnie i totalnego braku uczuć w stosunku do mnie. To wszystko powoli stawało się podczas brania jednych a potem drugich tabletek.. powolutku sie ode mnie odsuwał psychicznie a potem też fizycznie. Pewnie nie mogę zrzucać wszystkiego na tabletki, może bez nich byłoby tak samo ale wiem jak było PRZED tabletkami. Ja mam siłę jak koń i zrobię wszystko żeby mężowi pomóc ale on tego nie chce, on mnie zanegował, stwierdził że już nic ode mnie nie chce.. bo nie byłam taka jak on chciał żebym była więc nieważne jaka jestem teraz, on już nie chce mieć ze mną nic do czynienia, chce jak najszybciej wziąć rozwód. Tak jakby nagle ocknął się z jakiegoś snu , uprzytomnił sobie że w jakiejś malignie wziął ślub i chce wrócić do poprzedniego stanu czyli musi się mnie pozbyć. Psycholog mówił mu że w swoim stanie psychicznym nie powinien podejmować żadnych ważnych decyzji bo jest niestabilny emocjonalnie i nie ma właściwego oglądu sytuacji. Z tego co wiem mąż wciąż chodzi na terapię. czasymira- jego pierwsza żona po bodajże po 12 latach od rozwodu wciąż jest sama 24 Odpowiedź przez sluuu 2014-01-13 11:37:30 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce rozwodu. EdiMedi- będzie boleć, ale od niezdecydowanych zachowaj nas Panie. Nawet jeśli udałoby Ci się zmienić jego nastawienie to przecież to musi być jego decyzja a nie Twoje starania. Inaczej zwolnisz go z obowiązku odpowiedzialności za swoje życie. Pie*r*one nerwice "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 25 Odpowiedź przez EdiMedi 2014-01-13 11:46:50 EdiMedi Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-02-02 Posty: 15 Odp: Wczoraj mąż powiedział że mnie nie kocha i chce wiem to. To on musi chcieć, to on musi widzieć sens, do niczego zmusić nie można. Tyle że jak z nim rozmawiam to mnie szlag trafia. Wszystko widzi w ciemnych barwach.. wszystko jest dla niego takie skomplikowane... jak mówię żeby pomyślał o jakimś fajnym wydarzeniu z naszej przeszłości bo było ich dużo- wyjazdy, imprezy, ślub, normalne codzienne funkcjonowanie- to mówi że nic nie pamięta. Moja pani psycholog powiedziała że sposób w jaki mąż się w stosunku do mnie zachowuje to bierna agresja. Nie odzywa się, nie odpowiada na pytania, ignoruje. Na początku swojej terapii czyli rok temu powiedział mi że on ma może lęk przed bliskością. Może i ma, bo objawy pasują, ale chyba coś się z tym robi jeśli się chodzi do psychologa? Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Wydawało się że walczylismy i wszystko wraca do normy po czym wczoraj powiedział ze nadal mnie nie kocha i ze proponuje rozjechanie się do swoich domów (mieszkamy jakieś 200km od siebie). To według niego pozwoli nam zatesknic, przemyśleć parę spraw, zrozumieć różne rzeczy.
Zakochałam się w pewnym chłopaku, on nigdy do mnie nic nie czuł, ale widział, że ja kocham go:( Spotkaliśmy się kilka razy i później nagle przestaliśmy, bo on zerwał to. Po miesiącu milczenia napisał smsa czy nie możemy wrócić do tego co było spotkaliśmy się z 2 razy i znowu to samo przestał się oddzywać. Po jakiś 2 miesiącach czyli przedwczoraj zaczęliśmy pisać na gg, ja napisałam pierwsza co słychać i powiedziałam mu, że mi się ostatnio śnił, wtedy zapytał się mnie czy nie przyjdę do niego na film i nadrobimy zaległe czasy kiedy się nie widzieliśmy, oczywiście odwołał spotkanie. Wczoraj jak gdyby nigdy nic napisał na gg, że jestem wspaniałą dziewczyną, ale on do mnie nigdy nic nie czuł i napisał, że mnie lubi. Już kiedyś mi to mówił, że do mnie nic nie czuje. Ja się go spytałam czemu do tego wraca, a on, ponieważ mnie lubi A ja się rozpłakałam Kocham go od pierwszego dnia kiedy go poznałam, nie mogę o nim zapomnieć. Myślicie, że feromon może coś pomóc, żeby on się we mnie zakochał ? Cytuj
Ta wiadomość nie zdziwiła mnie. Wiedziałem dobrze, że oprócz dużych planet, takich jak Ziemia, Jowisz, Mars, Wenus, którym nadano imiona, są setki innych, tak małych, że z wielkim trudem można je zobaczyć przy pomocy teleskopu. Kiedy astronom odkrywa którąś z nich, daje jej zamiast imienia numer. Nazywa ją na przykład gwiazdą

napisał/a: sylwia_t4 2009-05-12 10:17 I co mam zrobić?? twierdzi że mnie nie kocha.. że miał chwile wątpliwości ale teraz jest pewien.. jesteśmy razem od 17miesięcy.. cudownych miesięcy.. nadal jest bardzo dobrze między nami..nie zerwaliśmy ze sobą, bo nie chcę tego, on chyba też tego nie chce..ale on TYLKO mnie lubi:( postawiliśmy sobie czas do wakacji, a potem ostateczna decyzja.. albo w NIM coś się zmieni albo kończymy.. tylko że ja wiem że nie poradzę sobie z tym, TAAK bardzo go kocham.. co mam zrobić żeby poczuł to co czuł do mnie?? jak go przekonać?? on nie chce mnie ranić, widac że mu na mnie zależy, tylko i tak wiem że zapewne to nie przetrwa:( tylko że...cały czas jest między nami dobrze, super się dogadujemy,wszystko możemy razem robić, o wszystkim rozmawiać.. a on chce byc fair i nie chce mnie zranić za parę lat, kiedy wszystko między nami uschnie.. ale ja mimo wszystko mam nadzieję.. chcę ją mieć..tylko powiedzcie mi co mogę jeszcze zrobić żeby poczuł to coś - miłość?? :( będę walczyć tylko nie wiem co mam mówić..co robić.. napisał/a: Misia7 2009-05-12 10:23 sylwia_t4 napisal(a):powiedzcie mi co mogę jeszcze zrobić żeby poczuł to coś - miłość?? Ty chyba masz teraz na to mały wpływ. Albo się kocha albo nie. Może to chwilowy kryzys, on się pogubił i rzeczywiście będąc razem to pokonacie. Ale jeżeli nie to będziecie musieli się rozstać. Chyba, że tobie będzie odpowiadało życie w związku, w któym jedna strona nie kocha. Myślę poza tym, że twój chłopak zachował się fajnie w stosunku do Ciebie, że był szczery. Życzę wam, żebyście razem to pokonali. napisał/a: Marteczka76 2009-05-12 10:34 sylwia_t4 ja w swoim poprzednim zwiazku byłam w bardzo podobnej jakims czasie mój były tez mi powiedzial ze mnie nie między nami też wszystko było sie dogadywalismy ,też o wszystkim mogliśmy po upływie czasu wiem ze nic by z tego nie nie ma miłości to taki związek nie ma łzy i ból jeśli kocha tylko jedna na siłe nie zbudujesz niczego cieplutko:) napisał/a: Mika88 2009-05-12 13:45 zgadzam sie z tym, ze na sile nie ma co, nie mozesz go zmusic do milosci.... jesli macie czas do wakacji to niech tak zostanie, moze cos sie zmieni?? nigdy nic niewiadomo :) ja tez w zwiazku bylam, niby dalej jestem ale to jest tak jakbysmy nie byli razem :/ u niego uczucie opadlo, nie czuje tego do mnie co kiedys o ile w ogole cos czul, jestesmy roku, ciezko jest ale nie bede mu sie narzucac i go zmuszac, to on podejmie dezycje, jeszcze na to wszystko ma wplyw praca przez ktora nie mamy jak sie spotykac, sa klotnie itp takze daj mu czas:) napisał/a: zielonomi2 2009-05-12 14:13 sylwia- a po ile macie lat?? Zgadzam się- na siłę nie ma sensu budować jego uczucia. Czas pokaże, co będzie dalej. Może on ma chwilę niepewności... Ale można coś zrobić, tym bardziej że zbliżają się wakacje. Jakiś romantyczny wypad tylko we dwoje? To często ożywia związek, wyjazd chociaż na weekend warto zaplanować. Może basen, może kręgle, może ściana wspinaczkowa? Coś, czego nigdy nie robiliście wspólnie.. Albo wypad rowerami pod namiot? Coś co Was cieszy, coś niezwykłego, niecodziennego. Pomalujcie pokój wspólnie, coś w mieszkaniu zróbcie? Mieszkacie razem? A może spraw sobie coś nowego? Nową bieliznę, sukienkę ? I zaproś go do teatru, może na jakiś koncert? a może wzbudź w nim jakoś zazdrość ? Spotkaj się z kolegami, nie będzie wiedział o co chodzi.. Jak widać, opcji jest sporo. Przede wszystkim chodzi o wniesienie czegoś świeżego do Waszych relacji. Radości. Szukaj wszystkiego co pozytywne w życiu. Twój kochany na nowo się Tobą oczaruje :)) Pozdrawiam, powodzenia i daj znać ! :* napisał/a: mmadia 2009-05-12 14:15 trudna sytuacja..mi sie wydaje ze mogl po prostu pogubic sie...moze ma jakies problemy z ktorymi sobie nie do konca razdi...i zaczal watpic...jednakze w takiej sytuacje powiedzialby raczej ze nie wie co czuje a nie od razu ze nei kocha...wiesz moze powinnac starac sie teraz byc dobra i kochanai pomagac mu jezeli mam jakies problem..wspierac go ale nei narzyucac sie...mysle ze Ty moze czekac, bedac kochana dla Niego..zeby Go rozkochac na now..ze tak to ujme..i dac mu czas...kiedy wszystko przemysli.. napisał/a: sylwia_t4 2009-05-12 17:20 ja mam 21 a on 22 lata.. racja,opcji jest sporo,niektóre Wasze rady też bardzo dobre.. nie mam zamiaru dawać sobie spokoju,gdyż bardzo mi na nim zależy, bede walczyć, narzucać się nie narzucam, gdyż spedzamy ze sobą większość wolnego czasu,i to nie tylko z mojej inicjatywy,on też często do mnie przychodzi,z własnej woli, nie usiłuje się izolować ode mnie..mieszkamy w tym samym akademiku,wspólnie robimy większość czynności, i MIMO JEGO wyznania nic się nie zmieniło..te same pocałunki,a może nawet bardziej namiętne.. za pierwszym razem jak rozmawialiśmy o jego uczuciu (to było ponad tydzień temu) powiedział coś w rodzaju że nie jest gotowy na TAK powazny związek, że nie wie czy dorósl do tego, raz było podejżenie że jestem w ciąży, i to też zaważylo nad jego rozmyślaniami,najpierw mówił że nie jest gotowy,a dopiero po dłuzszej rozmowie wyznał że chyba mnie nie kocha.. nie chcę żyć z osobą która mnie nie kocha ale byłoby dla mnie barrdzo cięzko rozstać się z nim..będę robić wszystko by nasz związek mimo wszystko przetrwal.. napisał/a: Misia7 2009-05-12 17:24 sylwia_t4 napisal(a): nie chcę żyć z osobą która mnie nie kocha ale byłoby dla mnie barrdzo cięzko rozstać się z nim..będę robić wszystko by nasz związek mimo wszystko przetrwal.. Jeżeli tak postanowiłaś to życzę Ci wytrwałości. Może wszystko sie dobrze skończy i on uświadomi sobie na nowo, że Cię kocha. Tylko wiesz taki związek bez miłości na dłuższą metę nie ma szans. Ale może w waszym przypadku wszystko się dobrze skończy. napisał/a: ~gość 2009-05-12 22:01 On najprawdopodobniej przestał czuć te przysłowiowe motylki w brzuchu, przestała działać chemia, skończył się pierwszy etap miłości - odeszło zakochanie.. Podobno bardzo dużo związków kończy się w tym momencie. Bo teraz przyszedł czas na miłość, budowaną na zrozumieniu, zaufaniu i wspólnej codzienności, bez chemii i motylków w brzuchu. On zapewne należy do tej grupy osób, którym wydaje się że jak przestał być zakochany to koniec. A to nieprawda. Bo to teraz od waszych chęci, od waszego zaangażowania, bliskości i zrozumienia zależy co będzie dalej.. Porozmawiaj z nim o tym. To, że daliście sobie czas do wakacji znaczy tylko o tym, że jemu zależy na was, tylko najprawdopodobniej pogubił się w swoich uczuciach i nie wie co zrobić. Szczerze z nim porozmawiaj o tym wszystkim, o jego oczekiwaniach, o przyszłości. napisał/a: ~gość 2009-05-12 23:01 nie chce Cie straszyc ale ciekawe co by bylo, gdyby jednak dziecko bylo w drodze ... ;) napisał/a: Małgosia_ 2009-05-13 11:36 sylwia_t4, byłam w identycznej sytuacji. Uważam, że 100% racji ma ktos kto pisał wyżej, że opadły emocje, zniknęły motylki - które pewnie on utozsamia z miłoscią. Skoro ich nie czuje, to znaczy, że nie kocha napisał/a: marlenka_lenka 2009-06-06 19:23 jej to chyba jakas plaga z tego co slysze i czytam w internecie... ja jestem w podobnej sytuacji tlyko juz po zerwaniu.. dlatego ozywiam watek i pytam na jakim etapie jestescie?

Od rozwodu minęło 8 lat i wiem od dzieci, że mnie nadal kocha. W jego mieszkaniu powiesił nasze zdjęcia, wiem że z nikim się nie spotykał ani nie zwiazał. Pracuje i żyje 30km od mojego

Dołączył: 2012-07-31 Miasto: Jasło Liczba postów: 1275 1 marca 2021, 09:15 Cześć dziewczyny, czuję się najgorzej na świecie za sprawą tego co powiedział niedawno mój chłopak. W środę mamy drugą rocznicę związku, we wrześniu będzie dwa lata jak razem mieszkamy. Generalnie byłam tego związku pewna, bardzo się w nim zakochałam, wydawało mi się, że jesteśmy bardzo dopasowani, podobnie patrzymy na świat i mamy podobny humor. Z drugiej strony przyjaciele dla mojego chłopaka są bardzo wazni i dużo z nimi przebywa, ale to również wychodzi na dobre bo ma swoją przestrzeń. Ostatnio mieliśmy cięższy okres, gdzie pojawiało się trochę więcej spięć między nami (wywołanych głownie covidem, tym, ze straciłam pracę 24/7 praktcyznie siedziałam w domu, ale aktualnie już dostałam całkiem fajną pracę i można powiedzieć że "odzyskałam siebie") ale myślałam, że po tym wszystkim zaczynamy się dogadywać. No właśnie, myślałam.. Od dluższego czasu nie słyszałam od mojego chlopaka słów "kocham Cię" i w koncu o to zapytalam, a on odparł, że nie wie i nie wie czy chce ze mną być. Dodał, że nie chce się rozstawać, ale musi sobie to przemyśleć. Tamtej nocy oczywiście płacz i histeria, za to przez następne dwa dni był dla mnie tak czuły i kochany jakby nic się nie stało. Od tego czasu minął tydzień, ja po drodze jeszcze usiadłam na spokojnie, powiedziałam jak się z tym czuje, że potrzebuje pewności, ze z mojej strony taką pewność posiada. Z drugiej strony przez ten tydzień bardzo się dogadywaliśmy, był bardzo miły i czuły, seks był fantastyczny. I nie wiem czy powinnam czekać aż sobie to przemyśli i łaskawie stwierdzi ze mnie kocha albo nie, czy jechać do rodziców i dać mu przestrzeń. Czy w ogóle postąpić zgodnie z zasadą, ze jesli ktoś zastanawia się czy nas kocha to nigdy nie kochał. To mój pierwszy tak poważny związek i nie wiem co mam zrobić z taką sytuacją. IfYouWereThereBeware 1 marca 2021, 15:37 A tak calkiem szczerze to uważam, ze to on powinien gdzies pojechać to sobie przemyśleć, a nie ty...z tym, ze ja bym pewnie nie wytrzymałam i od razu spakowała kilka rzeczy i by mnie nie było. Dołączył: 2007-08-31 Miasto: Yp Liczba postów: 4816 1 marca 2021, 15:40 2 lata – dokładnie tyle trwa chemicznie zakochanie. Albo przechodzi na poziom wyżej albo się rozmywa. I tu nie ma co sie doszukiwac winy. Zakladam, ze macie jakiś podzial obowiazkow w domu. Z praktyki widze, ze facetom w zwiazku mieszka się wygodniej. Kobieta troche zadba o dom, cos innego ugotuje, jest się do kogo odezwac, ba! jeszcze chętnie placi polowe za mieszkanie w duchu obecnego równouprawnienia. Czasami tez polowe za zarcie, a je mniej. Lozko tez wspólne. W pandemii nie oplaca się pozbywać dobrej ‘wspollokatorki’. Raz, ze nie ma z kim podzielić sie oplatami, dwa trudniej teraz kogos poznac, bo sa restrykcje. Dla mnie ten facet wychodzi z zalozenia, ze lepszy wróbel w garści niż golab na dachu. Rozstawac się (od razu) nie chce, bo w sumie dobrze się mieszka razem, jesteś fajna kolezanka, ALE nie licz na jakies większe deklaracje. Dopóki nie nalegasz na wspólne plany na przyszlosc, to możesz tak sobie przy nim jakis czas pomieszkać. To jest jego oferta. Nie da sie tak zakochac, odkochac, znowu nie jest malzenstwo z 15 letnim stazem, by dopadla Was jakas rutnya i codziennosc. 2 lata zawiazku i pol roku mieszniania razem to za wczesnie na takie rozkminy. On sam nie powiedzial Ci nic, tylko wlasnie Ty wyczulas, ze cos tu nie gra. To tez o czyms swiadczy. Niestety, ja znam ten tekst, ze się nie wie co czuje, po wcześniejszych zapewnieniach. Bylam po obu stronach. Jest to zapowiedz końca. Uczciwie dodam, ze to zawsze było z mysla o drugiej osobie, aby jej nie ranic ostrym rozstaniem z dnia na dzień, bo wciaz sie kogos LUBI. To sa sytuacje, ze tu nie ma jakiegoś wielkiego powodu czy zarzutu. A najlepsze, ze druga strona myśli, ze związek kwitnie, a tu wlasnie cos zdechlo. Proby ratowania przypominaly reanimacje trupa. Probowac można, ale to tylko stan przejściowy. Może o to chodzi, ze on Cie nie (wy)rzuca, ale jak sama się spakujesz aby dac mu czas do namysłu, to spadnie mu kamien z serca. 2 dni na smutno, a później odpali aplikacje randkowa. Sama sie zastanow czego oczekujesz i jakie masz plany na przyszlosc. I nie wstydz sie tego. Masz prawo uklada sobie powoli zycie. Byc moze okaze sie, ze macie kompletne inne oczekiwania co do przyszlosci i tylko marnujesz czas. A jak bedziesz bac sie takich rozmow(bo presja, bo on nie jest zbyt wylewny), to obudzisz sie po 40stce z niczym, bo facio caly czas sie namyslal i wszystkie plany w zawieszniu. Nie, faceci dobrze wiedza czego nie chca i tak nie zmieniaja zdania co pol roku. Niektorzy nie chca ranic kobiety, inni nie lubia trudnych tematow i zmian, inni czuja sie wygodnie w swoich niedopowiedzeniach, bo jak cos 'on nic nie obiecywal', itd. DzulieT 1 marca 2021, 16:23 2 lata ? dokładnie tyle trwa chemicznie zakochanie. Albo przechodzi na poziom wyżej albo się rozmywa. I tu nie ma co sie doszukiwac winy. Zakladam, ze macie jakiś podzial obowiazkow w domu. Z praktyki widze, ze facetom w zwiazku mieszka się wygodniej. Kobieta troche zadba o dom, cos innego ugotuje, jest się do kogo odezwac, ba! jeszcze chętnie placi polowe za mieszkanie w duchu obecnego równouprawnienia. Czasami tez polowe za zarcie, a je mniej. Lozko tez wspólne. W pandemii nie oplaca się pozbywać dobrej ?wspollokatorki?. Raz, ze nie ma z kim podzielić sie oplatami, dwa trudniej teraz kogos poznac, bo sa restrykcje. Dla mnie ten facet wychodzi z zalozenia, ze lepszy wróbel w garści niż golab na dachu. Rozstawac się (od razu) nie chce, bo w sumie dobrze się mieszka razem, jesteś fajna kolezanka, ALE nie licz na jakies większe deklaracje. Dopóki nie nalegasz na wspólne plany na przyszlosc, to możesz tak sobie przy nim jakis czas pomieszkać. To jest jego oferta. Nie da sie tak zakochac, odkochac, znowu nie jest malzenstwo z 15 letnim stazem, by dopadla Was jakas rutnya i codziennosc. 2 lata zawiazku i pol roku mieszniania razem to za wczesnie na takie rozkminy. On sam nie powiedzial Ci nic, tylko wlasnie Ty wyczulas, ze cos tu nie gra. To tez o czyms swiadczy. Niestety, ja znam ten tekst, ze się nie wie co czuje, po wcześniejszych zapewnieniach. Bylam po obu stronach. Jest to zapowiedz końca. Uczciwie dodam, ze to zawsze było z mysla o drugiej osobie, aby jej nie ranic ostrym rozstaniem z dnia na dzień, bo wciaz sie kogos LUBI. To sa sytuacje, ze tu nie ma jakiegoś wielkiego powodu czy zarzutu. A najlepsze, ze druga strona myśli, ze związek kwitnie, a tu wlasnie cos zdechlo. Proby ratowania przypominaly reanimacje trupa. Probowac można, ale to tylko stan przejściowy. Może o to chodzi, ze on Cie nie (wy)rzuca, ale jak sama się spakujesz aby dac mu czas do namysłu, to spadnie mu kamien z serca. 2 dni na smutno, a później odpali aplikacje randkowa. Sama sie zastanow czego oczekujesz i jakie masz plany na przyszlosc. I nie wstydz sie tego. Masz prawo uklada sobie powoli zycie. Byc moze okaze sie, ze macie kompletne inne oczekiwania co do przyszlosci i tylko marnujesz czas. A jak bedziesz bac sie takich rozmow(bo presja, bo on nie jest zbyt wylewny), to obudzisz sie po 40stce z niczym, bo facio caly czas sie namyslal i wszystkie plany w zawieszniu. Nie, faceci dobrze wiedza czego nie chca i tak nie zmieniaja zdania co pol roku. Niektorzy nie chca ranic kobiety, inni nie lubia trudnych tematow i zmian, inni czuja sie wygodnie w swoich niedopowiedzeniach, bo jak cos 'on nic nie obiecywal', itd. Dokładnie, skończy się zerwaniem po latach kiedy autorce juz ciężej będzie poznać kogoś wartościowego, bo większość będzie zajęta. Wiem, że trudno Ci się pogodzić z prawdą, ale jak się kogoś kocha to się go kocha, nie trzeba się nad tym zastanawiać i to się nie zmienia. awokdas 1 marca 2021, 17:06 dziwie Ci sie, ze po tym jego wyznaniu uprawialas z nim sex... sex to nie milosc, moze byc mega sex a milosci brak. Edit do komentarza wyżej, będzie jej trudniej znaleźć kogos, nawet nie dla tego, ze pozajmowani, bo jak ktoś chce to i rozwod wezmie tylko będzie starsza, większa konkurencja od mlodszych, najlepsze lata zmarnuje na tego faceta a za rogiem moze czeka ktos wartosciowy. Edytowany przez awokdas 1 marca 2021, 17:12 Dołączył: 2011-11-07 Miasto: Liczba postów: 2146 1 marca 2021, 17:33 Dla mnie ta sytuacja jest absurdalna. Facet teraz nie jest pewien, co czuje, ale przemyśli sprawę i stwierdzi, że Cię jednak kocha? Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10565 1 marca 2021, 18:50 kuhfrcisehrfuu3377876 napisał(a):Despacitoo napisał(a):ja bym sie wyprowadzila i dala facetowi czas by sie namyslil, wiadomo latwo sie mowi kiedy czlowiek stoi z boku, ale kiedys dawno temu bylam zakochana bez wzajemnosci i zaluje, ze tracilam czas by przekonac tego faceta i tak z tego nic nie wyszlo. Jesli Cie kocha to znajdzie Cie na koncu swiata, jesli nie to i tak odejdzie lepiej dla Ciebie by jak najszybciej wyszlo na jaw jak jest naprawde. Niestety histeria moze wywolac w drugiej osobie .. litosc , a nie uspiona milosc.. Też tak myślę. Jednak po takim czasie jest do Ciebie przywiązany i pewnie zrobiło mu się przykro. Dlatego tak zareagował. Często jeżeli ktoś mówi, że nie wie czy kocha to tak naprawdę nie kocha. niestety , przykre ale tak to jest, ktos kto kocha , jest pewien ze chce z ta osoba byc zawsze nigdy by takich slow nie powiedzial. Tak mowi sie gdy nie chce sie bezposrednio zerwac, powiedziec , nie chce sie zranic, nie jest sie pewnym - bywa, nawet czesto ze ludzie po tym zostaja razem, nie wychadzi jednak to na dobre, wczesniej czy pozniej odbijaj sie czkawka. Jestescie mlodzi, wiem ze to przykre co powiem , ale lepiej czasem w zgodzie sie rozstac niz trzymac sie na sile, z histerii i wyrzutow sumienia. Dołączył: 2009-05-25 Miasto: Poznań Liczba postów: 3498 1 marca 2021, 19:22 MeGustaTweUsta napisał(a):Cześć dziewczyny, czuję się najgorzej na świecie za sprawą tego co powiedział niedawno mój chłopak. W środę mamy drugą rocznicę związku, we wrześniu będzie dwa lata jak razem mieszkamy. Generalnie byłam tego związku pewna, bardzo się w nim zakochałam, wydawało mi się, że jesteśmy bardzo dopasowani, podobnie patrzymy na świat i mamy podobny humor. Z drugiej strony przyjaciele dla mojego chłopaka są bardzo wazni i dużo z nimi przebywa, ale to również wychodzi na dobre bo ma swoją przestrzeń. Ostatnio mieliśmy cięższy okres, gdzie pojawiało się trochę więcej spięć między nami (wywołanych głownie covidem, tym, ze straciłam pracę 24/7 praktcyznie siedziałam w domu, ale aktualnie już dostałam całkiem fajną pracę i można powiedzieć że "odzyskałam siebie") ale myślałam, że po tym wszystkim zaczynamy się dogadywać. No właśnie, myślałam.. Od dluższego czasu nie słyszałam od mojego chlopaka słów "kocham Cię" i w koncu o to zapytalam, a on odparł, że nie wie i nie wie czy chce ze mną być. Dodał, że nie chce się rozstawać, ale musi sobie to przemyśleć. Tamtej nocy oczywiście płacz i histeria, za to przez następne dwa dni był dla mnie tak czuły i kochany jakby nic się nie stało. Od tego czasu minął tydzień, ja po drodze jeszcze usiadłam na spokojnie, powiedziałam jak się z tym czuje, że potrzebuje pewności, ze z mojej strony taką pewność posiada. Z drugiej strony przez ten tydzień bardzo się dogadywaliśmy, był bardzo miły i czuły, seks był fantastyczny. I nie wiem czy powinnam czekać aż sobie to przemyśli i łaskawie stwierdzi ze mnie kocha albo nie, czy jechać do rodziców i dać mu przestrzeń. Czy w ogóle postąpić zgodnie z zasadą, ze jesli ktoś zastanawia się czy nas kocha to nigdy nie kochał. To mój pierwszy tak poważny związek i nie wiem co mam zrobić z taką sytuacją. To początek końca. Dołączył: 2009-10-19 Miasto: Kraków Liczba postów: 4179 1 marca 2021, 19:40 Na Twoim miejscu bym wyjechala i dala mu to przemyslec ale sama tez bym sie podczas rozlaki mocno zastanowila czy chce dalej tego zwiazku. Dołączył: 2012-07-26 Miasto: Nuuk Liczba postów: 2271 1 marca 2021, 20:07 nuta napisał(a):2 lata ? dokładnie tyle trwa chemicznie zakochanie. Albo przechodzi na poziom wyżej albo się rozmywa. I tu nie ma co sie doszukiwac winy. Zakladam, ze macie jakiś podzial obowiazkow w domu. Z praktyki widze, ze facetom w zwiazku mieszka się wygodniej. Kobieta troche zadba o dom, cos innego ugotuje, jest się do kogo odezwac, ba! jeszcze chętnie placi polowe za mieszkanie w duchu obecnego równouprawnienia. Czasami tez polowe za zarcie, a je mniej. Lozko tez wspólne. W pandemii nie oplaca się pozbywać dobrej ?wspollokatorki?. Raz, ze nie ma z kim podzielić sie oplatami, dwa trudniej teraz kogos poznac, bo sa restrykcje. Dla mnie ten facet wychodzi z zalozenia, ze lepszy wróbel w garści niż golab na dachu. Rozstawac się (od razu) nie chce, bo w sumie dobrze się mieszka razem, jesteś fajna kolezanka, ALE nie licz na jakies większe deklaracje. Dopóki nie nalegasz na wspólne plany na przyszlosc, to możesz tak sobie przy nim jakis czas pomieszkać. To jest jego oferta. Nie da sie tak zakochac, odkochac, znowu nie jest malzenstwo z 15 letnim stazem, by dopadla Was jakas rutnya i codziennosc. 2 lata zawiazku i pol roku mieszniania razem to za wczesnie na takie rozkminy. On sam nie powiedzial Ci nic, tylko wlasnie Ty wyczulas, ze cos tu nie gra. To tez o czyms swiadczy. Niestety, ja znam ten tekst, ze się nie wie co czuje, po wcześniejszych zapewnieniach. Bylam po obu stronach. Jest to zapowiedz końca. Uczciwie dodam, ze to zawsze było z mysla o drugiej osobie, aby jej nie ranic ostrym rozstaniem z dnia na dzień, bo wciaz sie kogos LUBI. To sa sytuacje, ze tu nie ma jakiegoś wielkiego powodu czy zarzutu. A najlepsze, ze druga strona myśli, ze związek kwitnie, a tu wlasnie cos zdechlo. Proby ratowania przypominaly reanimacje trupa. Probowac można, ale to tylko stan przejściowy. Może o to chodzi, ze on Cie nie (wy)rzuca, ale jak sama się spakujesz aby dac mu czas do namysłu, to spadnie mu kamien z serca. 2 dni na smutno, a później odpali aplikacje randkowa. Sama sie zastanow czego oczekujesz i jakie masz plany na przyszlosc. I nie wstydz sie tego. Masz prawo uklada sobie powoli zycie. Byc moze okaze sie, ze macie kompletne inne oczekiwania co do przyszlosci i tylko marnujesz czas. A jak bedziesz bac sie takich rozmow(bo presja, bo on nie jest zbyt wylewny), to obudzisz sie po 40stce z niczym, bo facio caly czas sie namyslal i wszystkie plany w zawieszniu. Nie, faceci dobrze wiedza czego nie chca i tak nie zmieniaja zdania co pol roku. Niektorzy nie chca ranic kobiety, inni nie lubia trudnych tematow i zmian, inni czuja sie wygodnie w swoich niedopowiedzeniach, bo jak cos 'on nic nie obiecywal', itd. 🏆 tatto_girl Dołączył: 2021-03-01 Liczba postów: 35 1 marca 2021, 20:17 Porządnie przemyśleć czy nadal chcesz być z taka osoba. Niektórych związków nie warto ciągnąć na siłę i przy okazji tracić najlepsze lata życia na coś co nie ma przyszłości. Brutalne, ale szczere.

Jeśli cię nie kocha, to cię zostawi Aż pewnego dnia po prostu całkowicie zniknął z mojego życia. Przestał istnieć. Nie był już osobą na moim radarze. I to nie dlatego, że ja nie próbowałam go odzyskać, tylko dlatego, że stał się dla mnie niedostępny. Przeprowadził się.
Witam. Nie wiem czy to coś da, nie wiem czy warto jeszcze, nie wiem co zrobić. Z moją żoną jesteśmy razem ponad 8 lat, od 9 miesięcy jesteśmy małżeństwem, mamy 5 letnią córkę. Od jakiegoś czasu była dla mnie zimna, oschła, więc zapytałem o co chodzi. I ona pękła. Powiedziała, że mnie nie kocha, że już od dawna bije się z tymi myślami, że nawet przed ślubem, że myślała, że ślub coś zmieni. Mówi, że nie zmienił. Nie nienawidzi mnie, nie zdradziła mnie, ja jej też. Ona chce po prostu zostać sama. A na mnie to podziałało jak kubeł zimnej wody. Uświadomiłem sobie jak bardzo ją kocham, jak bardzo nie wyobrażam sobie życia bez niej. Uświadomiło mi jak bardzo nie dbałem o ten związek, jaki byłem dla niej niedobry, nie byłem wsparciem, nie byłem przyjacielem. Myślałem, ze jej miłość to pewnik, że ona mi się należy, nie pielęgnowałem jej, wręcz przeciwnie. Przypominają mi się momenty, gdzie wiem, ze ona starała mi się uświadomić, ze ona błądzi, że szuka, że nie wie co dalej, ale ja to bagatelizowałem. Mówi, że gdyby nie córka już dawno by mnie zostawiła. Nie wyrzuca mnie z domu, pozostawiła tą decyzję mi, ale jasno daje do zrozumienia, że ona już nie potrafi ze mną być. A po tych ciężkich słowach (nie kocham było najłagodniejszym), przeszedłem katharsis. Nagle wszystko dla mnie stało się jasne - co robiłem źle, jak powienienem. Mam potrzebę przelać to na nią, pokazać, że jeszcze może być inaczej, chcę ją kochać, chcę ją objąć. Proszę o szansę, ale ona mówi tylko, ze nie potrafi, ze musiałaby się zmuszać. Nie chcę żeby się zmuszała, nie wymagam nawet, ze nagle zacznie mnie kochać. Chciałbym żeby dała spróbować, chciałbym zbudować to od początku, od pierwszej cegiełki. Chcę najpierw zostać jej kumplem, potem przyjaceielem, a potem... nie potrafię myśleć tak daleko, chcę być z nią, kocham ją nad życie. Nie jem, nie śpię. Co zrobić? Czy w takiej sytuacji jest szansa na rozbudzenie uczucia? Ono w niej kiedyś było, wiem, że ona mnie kochała nad życie i ten jej opór jest dla mnie bardzo niepokojący. Nie dbałem o to... Czy jest jeszcze szansa? Rozmawiamy niby normalnie, staram się już o tym nie mówić, bo kończy się płaczem i zawsze tymi samymi słowami. Ale minął dopiero tydzień, to świeże, chcę pokazać, że może być inaczej, delikatnie, codziennymi sprawami. Czy jest szansa, że coś z tego może jeszcze być? A może powinienem jej dać spokój, wyprowadzić się? Ale jest jeszcze córka....... Jak ona to zrozumie. Nie chcę tego kocham je obie nad życie.

Więc kiedy stwierdzi że mnie kocha i nagle odezwa mu się uczucia potraktuje go tak samo jak on mnie. Stwierdze że nie wiem czy tak naprawdę co kolwiek ma sens, bo pewnie będzie za późno. A teraz wypłacze się, i z czasem o nim po prostu zwyczajnie zapomnę.

17 marca 2018 46Ale dopiero teraz dochodzi do mnie, że tracę fajnego faceta. Spieprzyłam to, chcę naprawić a nie listy piszą: Znalazłam się na zakręcie. Mój mąż jakiś czas temu powiedział mi, że nic do mnie nie czuje, że mnie nie kocha i nie chce. Mamy dziecko, z którym zostanę sama, gdy odejdzie. Nie układało nam się od dawna i dopiero teraz dochodzi do mnie, że tracę fajnego faceta. Mieszka z nami ze względu na dziecko. Ta cała sytuacja, gdzie wiem, że nie mogę się przytulić do niego, być kobietą jaką nigdy dla niego nie byłam, mnie męczy. Teraz jestem taka jaka powinnam być zawsze, akceptująca, nieoczekująca, niekrytykująca. Ale to na nic, facet zamknął się na mnie i nie chce wziąć tego, co teraz mogę mu dać. Tematy o rozwodzie i rozstaniu czytam codziennie, medytuję i gdy tylko dopadają mnie jakieś niesforne myśli typu: rozwaliłam swoje relacje z mężem, będę rozwódką z małym dzieckiem, to zaraz powtarzam sobie w głowie Twoje słowa: 'nie myśl o tym co będzie, teraz jest teraz’. To sprawia, że potrafię czuć, że jest to mega doświadczenie dzięki, któremu staje się lepsza. Spieprzyłam to, chcę naprawić a nie mogę. Moja znajoma miała pieska, który jadł tylko wtedy, gdy ona, czy ktoś z rodziny udawali, że chcą mu wyjeść z miski. Jesteś jak ten zaprogramowany piesek? I jeszcze coś z Charlesa Dickensa (pan Pickwick dodaje): (…) W przeddzień mojego przybycia jeden z wojskowych był obrażony w pewnej oberży. Dziewczyna nie chciała pozwolić mu pić więcej. Wskutek tego, z prostej swawoli żołnierz wydobył bagnet i ranił ją w ramię, ale zaraz nazajutrz zuch ten udał się do oberży i pierwszy oświadczył, że nie zachowuje żadnej urazy i zapomina o tym co zaszło.(…) Tylko to nie jest XIX wiek, a Twój mąż nie jest dziewczyną z oberży, którą można dziabnąć w ramię, a następnie okazać wspaniałomyślność. Dominujące religie zataiły przed nami jedyny sens istnienia, czyli wzrastanie w kolejnych reinkarnacjach. Istnienie bez możliwości reinkarnacji jest pozbawione sensu. Nie ma znaczenia, czy żyjesz tydzień, czy 100 lat, gdybyś nie miała możliwości świadomego wzrastania na tym planie, wszystko traci sens. Religie przez zatajenie reinkarnacji sprawiły, że na taką skalę obudził się ateizm. Wiara to jest dobry etap przejściowy dla świadomości zwierząt, które dopiero zaczęły być ludźmi. Sama nazwa zwierzę, mówi o tym, że w coś wierzę. Reinkarnacja nie pasuje do obrazu, który stworzyła dla nas religia z Watykanu. Przestrzeni jezuickiego machiawelizmu, ogromnego bogactwa, bankierstwa, zepsucia seksualnego, bezduszności i Reptilii. Reinkarnacja nie pasuje do przemocy mentalnej i nie tylko, do trzymania zwierząt o cechach ludzi w koszmarnym strachu przed piekielnym potępieniem, mękam, podważaniem paznokci za grzechy i łaskawości niebios za dobre uczynki. Wystarczy się wyspowiadać, aby trafić chociaż do enigmatycznego czyśćca. Ta koncepcja w kontekście wojny i robienia mydła z dzieci, obozów koncentracyjnych, niewyobrażalnego cierpienia ludzi i zwierząt, tajfunów, przypadkowych śmierci, uduszonej przez matkę córeczki, dziedziczenia biedy i tragicznej niesprawiedliwości sprawiła, że ludzie stali się ateistami. Gdyby tylko pozostawiono reinkarnację, wszystko w jednym momencie nabrałoby sensu. Budda (nieważne kim tak naprawdę był i kiedy pojawił się na świecie) definiował przebudzenie, jako brak cierpienia. Jest to bardzo lakoniczna definicja, i trzeba by ją trochę rozwinąć, ale pozwala nam dokładnie określić, czym przebudzenie z pewnością nie jest. Nie jest cierpieniem. Gdy się budzisz przestajesz identyfikować się z cierpieniem. Spotykamy się na tym planie, ale nasze świadomości są na różnych stopniach ewolucji. Ooo, to się właśnie Darwinowi pokićkało. Owszem jesteśmy etapem ewolucji, ale świadomości. Przez pewien czas, gdy nasza świadomość jest minimalna wcielamy się w rośliny, potem w zwierzęta. Teraz pomaga nam naturalna winda wszechświata. Bez żadnego powodu (poza prawem ewolucji) wzrastamy na kolejne poziomy świadomości. W końcu osiągamy świadomość człowieka. Wtedy winda przestaje już nas automatycznie wznosić. Nieważne, czy nas podkręcono, przerobiono, podrasowano, czy zmutowano. Nieważnym jest ile krwi reptiliańskiej wraz z miedzią nam wtłoczono, ale ważne jest, że na tym etapie świadomości możemy się zacząć budzić. Na pierwszym etapie świadomości zwierzęcia, niezbędne są religie i wierzenia, które pozwalają odkryć w sobie życie duchowe. Wtedy zwierzę wierzy. Młode dusze, młode świadomości są bardzo podatne na religie. Tak czy siak są to byty, które nie liczą się za bardzo dla wcielającej się w nie świadomości, gdyż kompletnie nie komunikują się ze sobą. Byt, czyli ego ze świadomością. Głowa (programy ego) nie wie nawet o istnieniu świadomości. Nieistotne pojawianie się na świecie, odbywanie życia we śnie, bez przebudzenia ze snu pełnego smutku, rozpaczy i dramatów, które są po prostu stopniami do wzrastania. Jednak wspinanie się na nie bez zrozumienia o co kaman nie daje nic. Tak naprawdę wszelkie kontrakty, składania przysięgi małżeńskiej (i nie tylko) przy świadkach, intercyzy na papierze, to wszystko świadczy o tym że nie mamy honoru. Że jak ktoś kiedyś miałby złamać dane słowo, to wolałby wybrać śmierć. Dlatego małżeństwo z założenia jest instytucją matrixową, niskowibracyjną i polegającą na wierzeniach. Gdybyś była oświecona, kontrakt słowny w tym wcieleniu byłby honorowy. Śmierć rozwiązuje kontrakty z tego wcielenia i sprawia, że w nowym musimy się od nowa wszystkiego uczyć. Jednak osiągnięcie świadomości z poprzedniego wcielenia idzie znacznie szybciej, a następnie w wyniku budzenia się, czyli ruszenia w drogę, dalej wzrastamy. W końcu dochodzi do momentu, że czujesz, iż doświadczanie na tym planie już nie jest Ci potrzebne. Chcesz wrócić do źródła, ale to akurat dzisiejszej sprawy nie dotyczy:) Na tym planie, miliony ludzi śpi snem głębokim. Kopulują, oglądają telewizor, kupują drogie przedmioty, lub marzą o drogich przedmiotach, stosują używki, jedzą złom i/albo nieżywe zwierzęta, tracą energię na lewo i prawo, gadają o materii i/albo o chorobie, o nieustającym braku kasy. Seks jest bardzo niskowibracyjny, siedzi nisko (nie przez przypadek) wyżerając energię. Gdy ktoś identyfikuje się ze swym ciałem i umysłem i potrzebuje kopulacji do przyduszania emocji, podobnie jak jakiejś używki, w tym Marii, wówczas o wiele lepiej dla niego, jakby pozostał baranem, który 8 razy dziennie ejakuluje, albo jeszcze lepiej kogutem, bo ten robi to 50 razy. Gdy hiena je mięso oczyszcza z padliny środowisko. Jest jakaś równowaga, ma to naturalny sens. Gdy człowiek zjada nieżywe zwierzę zupełnie nie ma to sensu duchowego. Świadczy o senności Jana Kowalskiego, czy Johna Browna. Przede wszystkim prawa są prawe. Znamy prawo rezonansu, prawo przyciągania tego co wysyłasz. Właśnie ta wysyłana negatywna energia wytwarza w tej czakrze, z której jest wysyłana tak zwane sęki. Dlatego tak ważne jest, aby złych emocji własnych nie przenosić na innych. Człowiek sam sobie wtedy szkodzi. Ewidentne jest to w zachowaniu dzieci w stosunku do rodziców, gdy coś im zabraniają. Wtedy dzieci wysyłają starszym negatywne myśli i emocje. Dlatego trzeba umieć znaleźć metody wychowawcze, które nie pozwalają blokować się czakrom dziecka. A czakry męża? Jakże zablokowane, gdy powiedział Ci, że nic do Ciebie nie czuje, że Cię nie kocha i już Cię nie chce. Osoby żyjące razem blokują sobie nawzajem te energetyczne centra. Każda myśl i odczucie do drugiej osoby jest energią przesyłaną w jego kierunku. Jeśli jest to osoba na podobnym poziomie energetycznym, to negatywna energia rzucona w jej kierunku może ją uszkodzić. Jeśli trafi na wyższe ciało spirytualne, to wraca z powrotem do nadawcy z wielką prędkością i uszkodzi nadawcę. Więc zanim coś zrobisz dobrze się zastanów. Jeśli wyślesz dobrą energię wróci dobra do Ciebie, jeśli złą możesz dostać złą tyle, że 10 x silniejszą. I tak się stało w Twoim przypadku. Dopóki rezonowaliście na tym samym poziomie, raniłaś męża codziennie. Aż tu nagle jego wibracje się podniosły (nie wiedzieć czemu?) i to co w jego kierunku wysyłasz odbija się już jak od wysokiego muru. Już nawet energia miłości na niego nie działa. Bardzo dużo ludzi się obżera. Czy możliwe jest, aby w następnym wcieleniu nastąpiło cofnięcie się ewolucji świadomości i człowiek urodził się jednak świnią? Bo właśnie od świni oczekuje się, aby dużo jadła, i była gruba i spasiona, a wtedy można na niej zarobić. Świnia jest bardzo podobna do człowieka, jest też, jak na zwierzę, bardzo inteligentna. Bardzo. Czy skoro człowiek do tego stopnia śpi, że tylko myśli o jedzeniu, to nie byłoby dla niego lepiej, aby był świnią? A seksoholik baranem? Cofnąć się do barana byłoby jednak trudno, chociaż religie i politycy robią z nas owce. Owce wierzące we wszystko co nam powiedzą. Jednak cofnąć się do poziomu świni, mogłoby nie podchodzić pod definicję cofania się. Ponieważ obżarstwo przez wiele lat było moim rysopisem, istniała szansa kolejnego wcielenia, tym razem w żywot świni. To tylko pozorna anty-ewolucja. Wracając z zaświatów do Twojego bytu teraz. Niewiadomo ile razy wylądowałaś już na tym planie: Spieprzyłam to, chcę naprawić, a nie mogę. Chcesz naprawić, a nie możesz? Chcesz, żeby on zmienił swoje stanowisko wobec Ciebie, czyli chcesz jego zmienić. To faktycznie nie możesz. Możesz jednak okazać wdzięczność za to co Cię teraz spotkało. Zaakceptować. Wysłać dobrą energię do Wszechświata i wszystkich ludzi. No i kochać. To sprawi, że wzrośniesz i jest jakaś szansa, że znowu będziecie z mężusiem wibrować na tym samym 10 608 times, 1 visits today)
.