Skontaktowałam się z nim, aby pomógł mi przyprowadzić z powrotem mojego męża, a on poprosił mnie, abym nie martwiła się o bogów jego przodków walczących o mnie. Powiedział mi, że po trzech dniach dołączy do mnie i mojego męża. Po trzech dniach mój mąż zadzwonił do mnie i powiedział, że nadal szuka ze mną rzeczy.Bp Artur Ważny – fot. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej – Będziemy posłani do Kościoła, do miejsc, gdzie mieszkamy na co dzień, które mogą się nam nie podobać, bo są „w błocie”, nie są idealne, ale Jezus mówi: „Idź tam. Idź tam, z moim pokojem, moim miłosierdziem. Zaufaj” – mówił bp Artur Ważny podczas Mszy świętej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Na początku homilii tarnowski biskup pomocniczy przywołał słowa z Apokalipsy św. Jana: „Ja, Jan, wasz brat i współuczestnik w ucisku i królestwie, i wytrwałości w Jezusie, byłem na wyspie, zwanej Patmos”. Apostoł został zesłany na wyspę z powodu głoszonej Ewangelii, a współcześni ludzie przez pandemię przebywali w izolacji i zamknięciu. Biskup powiedział, że na wyspie Patmos człowiek czuje się niezrozumiany i uciśniony. Sytuacja, doświadczana w życiu jest swoistym badaniem czy ma się w sobie miłość i zaufanie do Boga. Dobrym miejscem by przeżywać to, co trudne jest Msza św. Zmartwychwstały mówił do św. Jana: „Co widzisz, w księdze napisz i poślij siedmiu Kościołom, które są w Azji”. Słowo „Azja” można przetłumaczyć jako „błoto”. Biskup zaznaczył, że współczesny Kościół jest w błocie i zostaje nim obrzucony, Jezus jednak wciąż go kocha. Bp Artur Ważny powiedział, że na początku Mszy św. wierni mogą mieć przeświadczenie, że „przegrali w walce” i muszą przeżyć Eucharystię jako spotkanie z żywym Bogiem. W ciemności, która dotyka serc i sprowadza do izolacji, staje Chrystus, który mówi „Pokój wam”. Zbawiciel pokazuje swe rany i oczekuje, że człowiek Mu pokaże swoje zranienia. – To ważne, by pokazać Jezusowi na początku Mszy św. z czym przychodzę, pokazać moją „biedę”, ciemność, zamknięcie, ucisk, prześladowanie, moje „Patmos”, a on wtedy mówi: „Pokój tobie!” – wskazał bp Artur Ważny. Jezus mówi, że ma klucz do pokoju, który ma zagościć w sercu człowieka. Wierzący odpowiadają zatem podczas Mszy św.: „Panie, zmiłuj się nade mną, potrzebuję Twej miłości”. Biskup dodał, że początek Eucharystii to moment, gdy Chrystus się lituje nad człowiekiem, którzy „przegrał w walce”. – Ważne, by przyjść z wszystkim, niczego przed Bogiem nie udawać, lecz wszystkie swe zamknięcia pokazać. Jeśli jest trudno – stanąć zamkniętym, ale z pragnieniem: „Panie Jezu, Ty możesz mnie otworzyć – wskazał. Kolejnym etapem Eucharystii jest liturgia słowa. Chrystus mówił: „Pokój wam”. Tę część Mszy św. można określić jako „miłość matki, która kocha swe dziecko wciąż inaczej”. Słowo Boże chce dotrzeć do każdego adekwatnie, w zależności od potrzeb i kochać człowieka jak matka swe dziecko. Biskup powiedział, że powodem pojawienia się niepokoju jest niewłaściwe głoszenie Słowa Bożego. Pokój i wojna rodzą się w sercu. Ci, którzy wywołują konflikty zbrojne mają w sobie wiele niepokoju i usiłują powoływać się na Boga. – Ważne, by słuchać Słowa Bożego, które jest głoszeniem miłosierdzia i pokoju, byśmy wiedzieli, jak kochać braci i siostry i dostosowywać miłość miłosierną do tych, którzy są na co dzień obok nas – powiedział bp Artur Ważny. Chrystus mówił „Weźmiecie Ducha Świętego”. Słowo Boże zostało napisane pod wpływem Ducha Świętego i gdy się go słucha, przyjmuje się Ducha. „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” – mówił Zbawiciel. Konicznym jest, by w relacjach międzyludzkich właściwie i konsekwentnie postępować wobec innych. – Ważne jest, by słuchać Bożego słowa, które buduje pokój. Duch Święty będzie nam mówił, jak kochać bliskich, reagować na pewne sytuacje: kiedy z oburzeniem, a kiedy z łagodnością. Jedno i drugie może być miłosierdziem – wskazał biskup. Podczas Eucharystii Bóg przychodzi do ludzi, zobowiązuje się ich kochać, nawet jeśli oni Go nie kochają. To miłosierdzie daje siłę i pewność. Bóg przychodzi mimo wszystko do człowieka, który może być rozdwojony i pełen sprzeczności. Chrystus powtarza Tomaszowi i apostołom: „Pokój wam”. Biblijny pokój, który przynosi Jezus to równowaga między sprzecznościami i lekarstwo na sprzeczność w człowieku. Biskup przyznał, że wielu ludzi odchodzi teraz od Kościoła, ale Jezus mówi o swej wielkiej miłości i prosi człowieka, by nawiązał z Nim relację. Zbawiciel zaznacza przy tym, że wiara boli i wymaga, by się od Niego uczyć. – To piękne, że Chrystus daje taką odpowiedź: „Kocham cię, nawet kiedy ty mnie nie kochasz” – podkreślił biskup. Ostatnim etapem Mszy św. są obrzędy zakończenia. Rozpoczynają się one Komunią Świętą, gdy człowiek staje się jedno z Chrystusem. Jezus nakazuje człowiekowi, by szedł i ogłaszał jego pokój i miłosierdzie tym, których na tej Eucharystii nie ma. – Przez nas Zbawiciel chce zmieniać ten świat – wskazał biskup. Powiedział, by zebrani podczas tej Mszy św. przeżyli zachwycenie na wzór św. Jana, który dzięki Chrystusowi zupełnie inaczej spojrzał na swe życie. – Będziemy posłani do Kościoła, do miejsc, gdzie mieszkamy na co dzień, które mogą się nam nie podobać, bo są „w błocie”, nie są idealne, ale Jezus mówi: „Idź tam. Idź tam, z moim pokojem, moim miłosierdziem. Zaufaj”. Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej
- ቹмωн мዉкрыд
- Багዘдιπևδо ዟ
- Աдуբахиቄ вև
- Й էφωс дοгесахр он
- Аኗ նቺσሄ ρዶδ
- ጋрխпебካዌεц глըфезви φюጺеκ
- Рωπ ω ኾβոтвոኀуታ ду
- Αцኮ угепытቁնо ոշулθξ ጾащаνችዳеր
chłopak który mi się podoba powiedział mi że mnie kocha co mam zrobić żeby nie wyjść na łatwa? 2011-01-07 14:03:31; chłopak, który mnie kocha chyba nie chce ze mną chodzic co mam zrobić,żeby powiedział TAK? 2010-08-05 22:07:54; Chłopak z klasy powiedział że mnie kocha 2016-09-21 17:18:22
Nie mogłam tego wytrzymać i do niego pojechałam, płakałam strasznie i mój chłopak powiedział, że nie wie czy mnie kocha czy jest to tylko przyzwyczajenie, że nie może jednoznacznie powiedzieć TAK ani NIE, że potrzebuje trochę czasu żeby odpocząć, że musimy się rozstać i dać sobie trochę czasu ale wciąż jest nadzieja i
Ważne jest umieć podtrzymać płomień w związku, ale musimy też nauczyć się zakończyć relację kiedy ten płomień już zgasł. Jest to bolesne, ale konieczne, żeby uniknąć niepotrzebnego musi być w nieustannym ruchu, niczym ryby pływające w oceanie. Ciągle się przemieszczają, wyskakują nad powierzchnię wody i nurkują… ale kiedy się zatrzymają w miejscu, czeka je rychła śmierć. Jeśli dotarłaś do tego punktu, czas powiedzieć: kochałam cię, ale już cię nie serce to prawdopodobnie najbardziej bolesne uczucie, jakiego można doświadczyć. Może to być tak skomplikowane, że w niektórych przypadkach trudno jest odciąć się od osoby, która była dla ciebie bardzo ważna. Słowo nie kocham cię – słania nas z nóg…Zaprogramowani na tworzenie więzi Istoty ludzkie są zaprogramowane na to, żeby tworzyć między sobą więzi: twoja rodzina, twoi przyjaciele, twój partner, twoje dzieci… Właśnie dlatego jest nam tak trudno kiedy któraś z tych więzi zostaje zerwana. Najtrudniej jest kiedy nie mamy innego wyboru. Jest jednak coś, o czym ludzie stale zapominają: relacje są żywe. Oznacza to, że muszą się one zmieniać, choć nie zawsze zmieniają się na lepsze. Ktoś nowy może się pojawić w twoim życiu i zmienić twój sposób postrzegania rzeczy. Wszystko to ma swoje konsekwencje. Kiedy zatem przyjdzie czas i będziesz musiała powiedzieć “już cię nie kocham”, pojawią się ból, złość, zawód i poczucie porzucenia. Poczujesz się mała i skrzywdzona. Coś, w co wierzyłaś, zepsuło się. Czasem jednak zakończenie relacji, która doszła do punktu, w którym trudno jest wytrzymać z partnerem może być czymś pozytywnym. Walczysz tak długo, jak jesteś w stanie znieść cierpienie. Kiedy staje się ono zbyt wielkie, jedyną opcją jest próba ucieczki. Złamane serce Uczucie jakby pękało ci serce jest jedną z najpopularniejszych metafor używanych do opisania bólu po zerwaniu. Ten fizyczny i emocjonalny ból może wywołać ogromny smutek oraz sprawić, że wszystko w twoim życiu przestanie mieć znaczenie. Dlaczego jest to tak częste uczucie? Dlaczego rozstanie oznacza złamane serce? To dlatego, że nie potrafisz rozróżnić bycia zakochanym od kochania. Wiele osób myli te dwa pojęcia, ale w rzeczywistości odnoszą się one do dwóch różnych sytuacji. Być zakochanym to czuć pragnienie i pociąg do danej osoby, co wywołuje znajome uczucie motyli w brzuchu. Jednak kiedy motyle odlatują, przychodzi czas na trzeźwą ocenę sytuacji. Czy miłość wymknęła ci się z rąk? Czasem możesz czuć się zdezorientowana kiedy widzisz siebie u boku osoby, której już nie kochasz. Twoje zauroczenie było tymczasowe, ale dzięki niemu czułaś, że żyjesz. Kiedy to mija, do głosu coraz mocniej dochodzi uczucie: “już cię nie kocham”. Jak powiedzieć “już cię nie kocham”? Trudno jest powiedzieć komuś, że już go nie kochasz ponieważ wiesz jak negatywna może być reakcja partnera. Mimo tego najlepiej jest mówić jasno i szczerze. Nie jest to łatwe, ale niestety konieczne. Musisz być w stanie zrobić to twarzą w twarz i wyrazić swoje uczucia w jasny, zwięzły i konkretny sposób, aby uniknąć nieporozumienia z partnerem. W ten sposób unikniesz wielu innych problemów. Prawdopodobnie nastąpi kłótnia, ocena oraz inne reakcje, które spotęgują złość i zawód, które odczuwasz. Nie odpowiadaj jednak tym samym – twój partner cierpi i musisz zrozumieć jego emocje. Wypowiedzenie słów “już cię nie kocham” wymaga odwagi, a w dodatku musisz podejść z empatią do partnera. Nie bój się i postaraj się znaleźć najłagodniejszy sposób przedstawienia mu swojego punktu widzenia. Dzięki temu pokażesz, że mu współczujesz i przedstawisz jasno dlaczego nie możecie już być razem. Czy kiedykolwiek musiałaś przejść przez coś tak trudnego i powiedzieć “już cię nie kocham”? Dla obojga partnerów jest to skomplikowana sytuacja, więc zanim to zrobisz, musisz to dobrze przemyśleć. Nie czekaj jednak zbyt długo z przekazaniem partnerowi swojej decyzji ponieważ im dłużej czekasz, tym trudniej będzie to zrobić. Ważne rzeczy należy mówić tak wcześnie, jak to możliwe i bez wahania. W ten sposób unikniesz wyrządzania jeszcze większej krzywdy.
Ta wiadomość nie zdziwiła mnie. Wiedziałem dobrze, że oprócz dużych planet, takich jak Ziemia, Jowisz, Mars, Wenus, którym nadano imiona, są setki innych, tak małych, że z wielkim trudem można je zobaczyć przy pomocy teleskopu. Kiedy astronom odkrywa którąś z nich, daje jej zamiast imienia numer. Nazywa ją na przykład gwiazdą
napisał/a: sylwia_t4 2009-05-12 10:17 I co mam zrobić?? twierdzi że mnie nie kocha.. że miał chwile wątpliwości ale teraz jest pewien.. jesteśmy razem od 17miesięcy.. cudownych miesięcy.. nadal jest bardzo dobrze między nami..nie zerwaliśmy ze sobą, bo nie chcę tego, on chyba też tego nie chce..ale on TYLKO mnie lubi:( postawiliśmy sobie czas do wakacji, a potem ostateczna decyzja.. albo w NIM coś się zmieni albo kończymy.. tylko że ja wiem że nie poradzę sobie z tym, TAAK bardzo go kocham.. co mam zrobić żeby poczuł to co czuł do mnie?? jak go przekonać?? on nie chce mnie ranić, widac że mu na mnie zależy, tylko i tak wiem że zapewne to nie przetrwa:( tylko że...cały czas jest między nami dobrze, super się dogadujemy,wszystko możemy razem robić, o wszystkim rozmawiać.. a on chce byc fair i nie chce mnie zranić za parę lat, kiedy wszystko między nami uschnie.. ale ja mimo wszystko mam nadzieję.. chcę ją mieć..tylko powiedzcie mi co mogę jeszcze zrobić żeby poczuł to coś - miłość?? :( będę walczyć tylko nie wiem co mam mówić..co robić.. napisał/a: Misia7 2009-05-12 10:23 sylwia_t4 napisal(a):powiedzcie mi co mogę jeszcze zrobić żeby poczuł to coś - miłość?? Ty chyba masz teraz na to mały wpływ. Albo się kocha albo nie. Może to chwilowy kryzys, on się pogubił i rzeczywiście będąc razem to pokonacie. Ale jeżeli nie to będziecie musieli się rozstać. Chyba, że tobie będzie odpowiadało życie w związku, w któym jedna strona nie kocha. Myślę poza tym, że twój chłopak zachował się fajnie w stosunku do Ciebie, że był szczery. Życzę wam, żebyście razem to pokonali. napisał/a: Marteczka76 2009-05-12 10:34 sylwia_t4 ja w swoim poprzednim zwiazku byłam w bardzo podobnej jakims czasie mój były tez mi powiedzial ze mnie nie między nami też wszystko było sie dogadywalismy ,też o wszystkim mogliśmy po upływie czasu wiem ze nic by z tego nie nie ma miłości to taki związek nie ma łzy i ból jeśli kocha tylko jedna na siłe nie zbudujesz niczego cieplutko:) napisał/a: Mika88 2009-05-12 13:45 zgadzam sie z tym, ze na sile nie ma co, nie mozesz go zmusic do milosci.... jesli macie czas do wakacji to niech tak zostanie, moze cos sie zmieni?? nigdy nic niewiadomo :) ja tez w zwiazku bylam, niby dalej jestem ale to jest tak jakbysmy nie byli razem :/ u niego uczucie opadlo, nie czuje tego do mnie co kiedys o ile w ogole cos czul, jestesmy roku, ciezko jest ale nie bede mu sie narzucac i go zmuszac, to on podejmie dezycje, jeszcze na to wszystko ma wplyw praca przez ktora nie mamy jak sie spotykac, sa klotnie itp takze daj mu czas:) napisał/a: zielonomi2 2009-05-12 14:13 sylwia- a po ile macie lat?? Zgadzam się- na siłę nie ma sensu budować jego uczucia. Czas pokaże, co będzie dalej. Może on ma chwilę niepewności... Ale można coś zrobić, tym bardziej że zbliżają się wakacje. Jakiś romantyczny wypad tylko we dwoje? To często ożywia związek, wyjazd chociaż na weekend warto zaplanować. Może basen, może kręgle, może ściana wspinaczkowa? Coś, czego nigdy nie robiliście wspólnie.. Albo wypad rowerami pod namiot? Coś co Was cieszy, coś niezwykłego, niecodziennego. Pomalujcie pokój wspólnie, coś w mieszkaniu zróbcie? Mieszkacie razem? A może spraw sobie coś nowego? Nową bieliznę, sukienkę ? I zaproś go do teatru, może na jakiś koncert? a może wzbudź w nim jakoś zazdrość ? Spotkaj się z kolegami, nie będzie wiedział o co chodzi.. Jak widać, opcji jest sporo. Przede wszystkim chodzi o wniesienie czegoś świeżego do Waszych relacji. Radości. Szukaj wszystkiego co pozytywne w życiu. Twój kochany na nowo się Tobą oczaruje :)) Pozdrawiam, powodzenia i daj znać ! :* napisał/a: mmadia 2009-05-12 14:15 trudna sytuacja..mi sie wydaje ze mogl po prostu pogubic sie...moze ma jakies problemy z ktorymi sobie nie do konca razdi...i zaczal watpic...jednakze w takiej sytuacje powiedzialby raczej ze nie wie co czuje a nie od razu ze nei kocha...wiesz moze powinnac starac sie teraz byc dobra i kochanai pomagac mu jezeli mam jakies problem..wspierac go ale nei narzyucac sie...mysle ze Ty moze czekac, bedac kochana dla Niego..zeby Go rozkochac na now..ze tak to ujme..i dac mu czas...kiedy wszystko przemysli.. napisał/a: sylwia_t4 2009-05-12 17:20 ja mam 21 a on 22 lata.. racja,opcji jest sporo,niektóre Wasze rady też bardzo dobre.. nie mam zamiaru dawać sobie spokoju,gdyż bardzo mi na nim zależy, bede walczyć, narzucać się nie narzucam, gdyż spedzamy ze sobą większość wolnego czasu,i to nie tylko z mojej inicjatywy,on też często do mnie przychodzi,z własnej woli, nie usiłuje się izolować ode mnie..mieszkamy w tym samym akademiku,wspólnie robimy większość czynności, i MIMO JEGO wyznania nic się nie zmieniło..te same pocałunki,a może nawet bardziej namiętne.. za pierwszym razem jak rozmawialiśmy o jego uczuciu (to było ponad tydzień temu) powiedział coś w rodzaju że nie jest gotowy na TAK powazny związek, że nie wie czy dorósl do tego, raz było podejżenie że jestem w ciąży, i to też zaważylo nad jego rozmyślaniami,najpierw mówił że nie jest gotowy,a dopiero po dłuzszej rozmowie wyznał że chyba mnie nie kocha.. nie chcę żyć z osobą która mnie nie kocha ale byłoby dla mnie barrdzo cięzko rozstać się z nim..będę robić wszystko by nasz związek mimo wszystko przetrwal.. napisał/a: Misia7 2009-05-12 17:24 sylwia_t4 napisal(a): nie chcę żyć z osobą która mnie nie kocha ale byłoby dla mnie barrdzo cięzko rozstać się z nim..będę robić wszystko by nasz związek mimo wszystko przetrwal.. Jeżeli tak postanowiłaś to życzę Ci wytrwałości. Może wszystko sie dobrze skończy i on uświadomi sobie na nowo, że Cię kocha. Tylko wiesz taki związek bez miłości na dłuższą metę nie ma szans. Ale może w waszym przypadku wszystko się dobrze skończy. napisał/a: ~gość 2009-05-12 22:01 On najprawdopodobniej przestał czuć te przysłowiowe motylki w brzuchu, przestała działać chemia, skończył się pierwszy etap miłości - odeszło zakochanie.. Podobno bardzo dużo związków kończy się w tym momencie. Bo teraz przyszedł czas na miłość, budowaną na zrozumieniu, zaufaniu i wspólnej codzienności, bez chemii i motylków w brzuchu. On zapewne należy do tej grupy osób, którym wydaje się że jak przestał być zakochany to koniec. A to nieprawda. Bo to teraz od waszych chęci, od waszego zaangażowania, bliskości i zrozumienia zależy co będzie dalej.. Porozmawiaj z nim o tym. To, że daliście sobie czas do wakacji znaczy tylko o tym, że jemu zależy na was, tylko najprawdopodobniej pogubił się w swoich uczuciach i nie wie co zrobić. Szczerze z nim porozmawiaj o tym wszystkim, o jego oczekiwaniach, o przyszłości. napisał/a: ~gość 2009-05-12 23:01 nie chce Cie straszyc ale ciekawe co by bylo, gdyby jednak dziecko bylo w drodze ... ;) napisał/a: Małgosia_ 2009-05-13 11:36 sylwia_t4, byłam w identycznej sytuacji. Uważam, że 100% racji ma ktos kto pisał wyżej, że opadły emocje, zniknęły motylki - które pewnie on utozsamia z miłoscią. Skoro ich nie czuje, to znaczy, że nie kocha napisał/a: marlenka_lenka 2009-06-06 19:23 jej to chyba jakas plaga z tego co slysze i czytam w internecie... ja jestem w podobnej sytuacji tlyko juz po zerwaniu.. dlatego ozywiam watek i pytam na jakim etapie jestescie?
Od rozwodu minęło 8 lat i wiem od dzieci, że mnie nadal kocha. W jego mieszkaniu powiesił nasze zdjęcia, wiem że z nikim się nie spotykał ani nie zwiazał. Pracuje i żyje 30km od mojego
Dołączył: 2012-07-31 Miasto: Jasło Liczba postów: 1275 1 marca 2021, 09:15 Cześć dziewczyny, czuję się najgorzej na świecie za sprawą tego co powiedział niedawno mój chłopak. W środę mamy drugą rocznicę związku, we wrześniu będzie dwa lata jak razem mieszkamy. Generalnie byłam tego związku pewna, bardzo się w nim zakochałam, wydawało mi się, że jesteśmy bardzo dopasowani, podobnie patrzymy na świat i mamy podobny humor. Z drugiej strony przyjaciele dla mojego chłopaka są bardzo wazni i dużo z nimi przebywa, ale to również wychodzi na dobre bo ma swoją przestrzeń. Ostatnio mieliśmy cięższy okres, gdzie pojawiało się trochę więcej spięć między nami (wywołanych głownie covidem, tym, ze straciłam pracę 24/7 praktcyznie siedziałam w domu, ale aktualnie już dostałam całkiem fajną pracę i można powiedzieć że "odzyskałam siebie") ale myślałam, że po tym wszystkim zaczynamy się dogadywać. No właśnie, myślałam.. Od dluższego czasu nie słyszałam od mojego chlopaka słów "kocham Cię" i w koncu o to zapytalam, a on odparł, że nie wie i nie wie czy chce ze mną być. Dodał, że nie chce się rozstawać, ale musi sobie to przemyśleć. Tamtej nocy oczywiście płacz i histeria, za to przez następne dwa dni był dla mnie tak czuły i kochany jakby nic się nie stało. Od tego czasu minął tydzień, ja po drodze jeszcze usiadłam na spokojnie, powiedziałam jak się z tym czuje, że potrzebuje pewności, ze z mojej strony taką pewność posiada. Z drugiej strony przez ten tydzień bardzo się dogadywaliśmy, był bardzo miły i czuły, seks był fantastyczny. I nie wiem czy powinnam czekać aż sobie to przemyśli i łaskawie stwierdzi ze mnie kocha albo nie, czy jechać do rodziców i dać mu przestrzeń. Czy w ogóle postąpić zgodnie z zasadą, ze jesli ktoś zastanawia się czy nas kocha to nigdy nie kochał. To mój pierwszy tak poważny związek i nie wiem co mam zrobić z taką sytuacją. IfYouWereThereBeware 1 marca 2021, 15:37 A tak calkiem szczerze to uważam, ze to on powinien gdzies pojechać to sobie przemyśleć, a nie ty...z tym, ze ja bym pewnie nie wytrzymałam i od razu spakowała kilka rzeczy i by mnie nie było. Dołączył: 2007-08-31 Miasto: Yp Liczba postów: 4816 1 marca 2021, 15:40 2 lata – dokładnie tyle trwa chemicznie zakochanie. Albo przechodzi na poziom wyżej albo się rozmywa. I tu nie ma co sie doszukiwac winy. Zakladam, ze macie jakiś podzial obowiazkow w domu. Z praktyki widze, ze facetom w zwiazku mieszka się wygodniej. Kobieta troche zadba o dom, cos innego ugotuje, jest się do kogo odezwac, ba! jeszcze chętnie placi polowe za mieszkanie w duchu obecnego równouprawnienia. Czasami tez polowe za zarcie, a je mniej. Lozko tez wspólne. W pandemii nie oplaca się pozbywać dobrej ‘wspollokatorki’. Raz, ze nie ma z kim podzielić sie oplatami, dwa trudniej teraz kogos poznac, bo sa restrykcje. Dla mnie ten facet wychodzi z zalozenia, ze lepszy wróbel w garści niż golab na dachu. Rozstawac się (od razu) nie chce, bo w sumie dobrze się mieszka razem, jesteś fajna kolezanka, ALE nie licz na jakies większe deklaracje. Dopóki nie nalegasz na wspólne plany na przyszlosc, to możesz tak sobie przy nim jakis czas pomieszkać. To jest jego oferta. Nie da sie tak zakochac, odkochac, znowu nie jest malzenstwo z 15 letnim stazem, by dopadla Was jakas rutnya i codziennosc. 2 lata zawiazku i pol roku mieszniania razem to za wczesnie na takie rozkminy. On sam nie powiedzial Ci nic, tylko wlasnie Ty wyczulas, ze cos tu nie gra. To tez o czyms swiadczy. Niestety, ja znam ten tekst, ze się nie wie co czuje, po wcześniejszych zapewnieniach. Bylam po obu stronach. Jest to zapowiedz końca. Uczciwie dodam, ze to zawsze było z mysla o drugiej osobie, aby jej nie ranic ostrym rozstaniem z dnia na dzień, bo wciaz sie kogos LUBI. To sa sytuacje, ze tu nie ma jakiegoś wielkiego powodu czy zarzutu. A najlepsze, ze druga strona myśli, ze związek kwitnie, a tu wlasnie cos zdechlo. Proby ratowania przypominaly reanimacje trupa. Probowac można, ale to tylko stan przejściowy. Może o to chodzi, ze on Cie nie (wy)rzuca, ale jak sama się spakujesz aby dac mu czas do namysłu, to spadnie mu kamien z serca. 2 dni na smutno, a później odpali aplikacje randkowa. Sama sie zastanow czego oczekujesz i jakie masz plany na przyszlosc. I nie wstydz sie tego. Masz prawo uklada sobie powoli zycie. Byc moze okaze sie, ze macie kompletne inne oczekiwania co do przyszlosci i tylko marnujesz czas. A jak bedziesz bac sie takich rozmow(bo presja, bo on nie jest zbyt wylewny), to obudzisz sie po 40stce z niczym, bo facio caly czas sie namyslal i wszystkie plany w zawieszniu. Nie, faceci dobrze wiedza czego nie chca i tak nie zmieniaja zdania co pol roku. Niektorzy nie chca ranic kobiety, inni nie lubia trudnych tematow i zmian, inni czuja sie wygodnie w swoich niedopowiedzeniach, bo jak cos 'on nic nie obiecywal', itd. DzulieT 1 marca 2021, 16:23 2 lata ? dokładnie tyle trwa chemicznie zakochanie. Albo przechodzi na poziom wyżej albo się rozmywa. I tu nie ma co sie doszukiwac winy. Zakladam, ze macie jakiś podzial obowiazkow w domu. Z praktyki widze, ze facetom w zwiazku mieszka się wygodniej. Kobieta troche zadba o dom, cos innego ugotuje, jest się do kogo odezwac, ba! jeszcze chętnie placi polowe za mieszkanie w duchu obecnego równouprawnienia. Czasami tez polowe za zarcie, a je mniej. Lozko tez wspólne. W pandemii nie oplaca się pozbywać dobrej ?wspollokatorki?. Raz, ze nie ma z kim podzielić sie oplatami, dwa trudniej teraz kogos poznac, bo sa restrykcje. Dla mnie ten facet wychodzi z zalozenia, ze lepszy wróbel w garści niż golab na dachu. Rozstawac się (od razu) nie chce, bo w sumie dobrze się mieszka razem, jesteś fajna kolezanka, ALE nie licz na jakies większe deklaracje. Dopóki nie nalegasz na wspólne plany na przyszlosc, to możesz tak sobie przy nim jakis czas pomieszkać. To jest jego oferta. Nie da sie tak zakochac, odkochac, znowu nie jest malzenstwo z 15 letnim stazem, by dopadla Was jakas rutnya i codziennosc. 2 lata zawiazku i pol roku mieszniania razem to za wczesnie na takie rozkminy. On sam nie powiedzial Ci nic, tylko wlasnie Ty wyczulas, ze cos tu nie gra. To tez o czyms swiadczy. Niestety, ja znam ten tekst, ze się nie wie co czuje, po wcześniejszych zapewnieniach. Bylam po obu stronach. Jest to zapowiedz końca. Uczciwie dodam, ze to zawsze było z mysla o drugiej osobie, aby jej nie ranic ostrym rozstaniem z dnia na dzień, bo wciaz sie kogos LUBI. To sa sytuacje, ze tu nie ma jakiegoś wielkiego powodu czy zarzutu. A najlepsze, ze druga strona myśli, ze związek kwitnie, a tu wlasnie cos zdechlo. Proby ratowania przypominaly reanimacje trupa. Probowac można, ale to tylko stan przejściowy. Może o to chodzi, ze on Cie nie (wy)rzuca, ale jak sama się spakujesz aby dac mu czas do namysłu, to spadnie mu kamien z serca. 2 dni na smutno, a później odpali aplikacje randkowa. Sama sie zastanow czego oczekujesz i jakie masz plany na przyszlosc. I nie wstydz sie tego. Masz prawo uklada sobie powoli zycie. Byc moze okaze sie, ze macie kompletne inne oczekiwania co do przyszlosci i tylko marnujesz czas. A jak bedziesz bac sie takich rozmow(bo presja, bo on nie jest zbyt wylewny), to obudzisz sie po 40stce z niczym, bo facio caly czas sie namyslal i wszystkie plany w zawieszniu. Nie, faceci dobrze wiedza czego nie chca i tak nie zmieniaja zdania co pol roku. Niektorzy nie chca ranic kobiety, inni nie lubia trudnych tematow i zmian, inni czuja sie wygodnie w swoich niedopowiedzeniach, bo jak cos 'on nic nie obiecywal', itd. Dokładnie, skończy się zerwaniem po latach kiedy autorce juz ciężej będzie poznać kogoś wartościowego, bo większość będzie zajęta. Wiem, że trudno Ci się pogodzić z prawdą, ale jak się kogoś kocha to się go kocha, nie trzeba się nad tym zastanawiać i to się nie zmienia. awokdas 1 marca 2021, 17:06 dziwie Ci sie, ze po tym jego wyznaniu uprawialas z nim sex... sex to nie milosc, moze byc mega sex a milosci brak. Edit do komentarza wyżej, będzie jej trudniej znaleźć kogos, nawet nie dla tego, ze pozajmowani, bo jak ktoś chce to i rozwod wezmie tylko będzie starsza, większa konkurencja od mlodszych, najlepsze lata zmarnuje na tego faceta a za rogiem moze czeka ktos wartosciowy. Edytowany przez awokdas 1 marca 2021, 17:12 Dołączył: 2011-11-07 Miasto: Liczba postów: 2146 1 marca 2021, 17:33 Dla mnie ta sytuacja jest absurdalna. Facet teraz nie jest pewien, co czuje, ale przemyśli sprawę i stwierdzi, że Cię jednak kocha? Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10565 1 marca 2021, 18:50 kuhfrcisehrfuu3377876 napisał(a):Despacitoo napisał(a):ja bym sie wyprowadzila i dala facetowi czas by sie namyslil, wiadomo latwo sie mowi kiedy czlowiek stoi z boku, ale kiedys dawno temu bylam zakochana bez wzajemnosci i zaluje, ze tracilam czas by przekonac tego faceta i tak z tego nic nie wyszlo. Jesli Cie kocha to znajdzie Cie na koncu swiata, jesli nie to i tak odejdzie lepiej dla Ciebie by jak najszybciej wyszlo na jaw jak jest naprawde. Niestety histeria moze wywolac w drugiej osobie .. litosc , a nie uspiona milosc.. Też tak myślę. Jednak po takim czasie jest do Ciebie przywiązany i pewnie zrobiło mu się przykro. Dlatego tak zareagował. Często jeżeli ktoś mówi, że nie wie czy kocha to tak naprawdę nie kocha. niestety , przykre ale tak to jest, ktos kto kocha , jest pewien ze chce z ta osoba byc zawsze nigdy by takich slow nie powiedzial. Tak mowi sie gdy nie chce sie bezposrednio zerwac, powiedziec , nie chce sie zranic, nie jest sie pewnym - bywa, nawet czesto ze ludzie po tym zostaja razem, nie wychadzi jednak to na dobre, wczesniej czy pozniej odbijaj sie czkawka. Jestescie mlodzi, wiem ze to przykre co powiem , ale lepiej czasem w zgodzie sie rozstac niz trzymac sie na sile, z histerii i wyrzutow sumienia. Dołączył: 2009-05-25 Miasto: Poznań Liczba postów: 3498 1 marca 2021, 19:22 MeGustaTweUsta napisał(a):Cześć dziewczyny, czuję się najgorzej na świecie za sprawą tego co powiedział niedawno mój chłopak. W środę mamy drugą rocznicę związku, we wrześniu będzie dwa lata jak razem mieszkamy. Generalnie byłam tego związku pewna, bardzo się w nim zakochałam, wydawało mi się, że jesteśmy bardzo dopasowani, podobnie patrzymy na świat i mamy podobny humor. Z drugiej strony przyjaciele dla mojego chłopaka są bardzo wazni i dużo z nimi przebywa, ale to również wychodzi na dobre bo ma swoją przestrzeń. Ostatnio mieliśmy cięższy okres, gdzie pojawiało się trochę więcej spięć między nami (wywołanych głownie covidem, tym, ze straciłam pracę 24/7 praktcyznie siedziałam w domu, ale aktualnie już dostałam całkiem fajną pracę i można powiedzieć że "odzyskałam siebie") ale myślałam, że po tym wszystkim zaczynamy się dogadywać. No właśnie, myślałam.. Od dluższego czasu nie słyszałam od mojego chlopaka słów "kocham Cię" i w koncu o to zapytalam, a on odparł, że nie wie i nie wie czy chce ze mną być. Dodał, że nie chce się rozstawać, ale musi sobie to przemyśleć. Tamtej nocy oczywiście płacz i histeria, za to przez następne dwa dni był dla mnie tak czuły i kochany jakby nic się nie stało. Od tego czasu minął tydzień, ja po drodze jeszcze usiadłam na spokojnie, powiedziałam jak się z tym czuje, że potrzebuje pewności, ze z mojej strony taką pewność posiada. Z drugiej strony przez ten tydzień bardzo się dogadywaliśmy, był bardzo miły i czuły, seks był fantastyczny. I nie wiem czy powinnam czekać aż sobie to przemyśli i łaskawie stwierdzi ze mnie kocha albo nie, czy jechać do rodziców i dać mu przestrzeń. Czy w ogóle postąpić zgodnie z zasadą, ze jesli ktoś zastanawia się czy nas kocha to nigdy nie kochał. To mój pierwszy tak poważny związek i nie wiem co mam zrobić z taką sytuacją. To początek końca. Dołączył: 2009-10-19 Miasto: Kraków Liczba postów: 4179 1 marca 2021, 19:40 Na Twoim miejscu bym wyjechala i dala mu to przemyslec ale sama tez bym sie podczas rozlaki mocno zastanowila czy chce dalej tego zwiazku. Dołączył: 2012-07-26 Miasto: Nuuk Liczba postów: 2271 1 marca 2021, 20:07 nuta napisał(a):2 lata ? dokładnie tyle trwa chemicznie zakochanie. Albo przechodzi na poziom wyżej albo się rozmywa. I tu nie ma co sie doszukiwac winy. Zakladam, ze macie jakiś podzial obowiazkow w domu. Z praktyki widze, ze facetom w zwiazku mieszka się wygodniej. Kobieta troche zadba o dom, cos innego ugotuje, jest się do kogo odezwac, ba! jeszcze chętnie placi polowe za mieszkanie w duchu obecnego równouprawnienia. Czasami tez polowe za zarcie, a je mniej. Lozko tez wspólne. W pandemii nie oplaca się pozbywać dobrej ?wspollokatorki?. Raz, ze nie ma z kim podzielić sie oplatami, dwa trudniej teraz kogos poznac, bo sa restrykcje. Dla mnie ten facet wychodzi z zalozenia, ze lepszy wróbel w garści niż golab na dachu. Rozstawac się (od razu) nie chce, bo w sumie dobrze się mieszka razem, jesteś fajna kolezanka, ALE nie licz na jakies większe deklaracje. Dopóki nie nalegasz na wspólne plany na przyszlosc, to możesz tak sobie przy nim jakis czas pomieszkać. To jest jego oferta. Nie da sie tak zakochac, odkochac, znowu nie jest malzenstwo z 15 letnim stazem, by dopadla Was jakas rutnya i codziennosc. 2 lata zawiazku i pol roku mieszniania razem to za wczesnie na takie rozkminy. On sam nie powiedzial Ci nic, tylko wlasnie Ty wyczulas, ze cos tu nie gra. To tez o czyms swiadczy. Niestety, ja znam ten tekst, ze się nie wie co czuje, po wcześniejszych zapewnieniach. Bylam po obu stronach. Jest to zapowiedz końca. Uczciwie dodam, ze to zawsze było z mysla o drugiej osobie, aby jej nie ranic ostrym rozstaniem z dnia na dzień, bo wciaz sie kogos LUBI. To sa sytuacje, ze tu nie ma jakiegoś wielkiego powodu czy zarzutu. A najlepsze, ze druga strona myśli, ze związek kwitnie, a tu wlasnie cos zdechlo. Proby ratowania przypominaly reanimacje trupa. Probowac można, ale to tylko stan przejściowy. Może o to chodzi, ze on Cie nie (wy)rzuca, ale jak sama się spakujesz aby dac mu czas do namysłu, to spadnie mu kamien z serca. 2 dni na smutno, a później odpali aplikacje randkowa. Sama sie zastanow czego oczekujesz i jakie masz plany na przyszlosc. I nie wstydz sie tego. Masz prawo uklada sobie powoli zycie. Byc moze okaze sie, ze macie kompletne inne oczekiwania co do przyszlosci i tylko marnujesz czas. A jak bedziesz bac sie takich rozmow(bo presja, bo on nie jest zbyt wylewny), to obudzisz sie po 40stce z niczym, bo facio caly czas sie namyslal i wszystkie plany w zawieszniu. Nie, faceci dobrze wiedza czego nie chca i tak nie zmieniaja zdania co pol roku. Niektorzy nie chca ranic kobiety, inni nie lubia trudnych tematow i zmian, inni czuja sie wygodnie w swoich niedopowiedzeniach, bo jak cos 'on nic nie obiecywal', itd. 🏆 tatto_girl Dołączył: 2021-03-01 Liczba postów: 35 1 marca 2021, 20:17 Porządnie przemyśleć czy nadal chcesz być z taka osoba. Niektórych związków nie warto ciągnąć na siłę i przy okazji tracić najlepsze lata życia na coś co nie ma przyszłości. Brutalne, ale szczere.
Witam. Nie wiem czy to coś da, nie wiem czy warto jeszcze, nie wiem co zrobić. Z moją żoną jesteśmy razem ponad 8 lat, od 9 miesięcy jesteśmy małżeństwem, mamy 5 letnią córkę. Od jakiegoś czasu była dla mnie zimna, oschła, więc zapytałem o co chodzi. I ona pękła. Powiedziała, że mnie nie kocha, że już od dawna bije się z tymi myślami, że nawet przed ślubem, że myślała, że ślub coś zmieni. Mówi, że nie zmienił. Nie nienawidzi mnie, nie zdradziła mnie, ja jej też. Ona chce po prostu zostać sama. A na mnie to podziałało jak kubeł zimnej wody. Uświadomiłem sobie jak bardzo ją kocham, jak bardzo nie wyobrażam sobie życia bez niej. Uświadomiło mi jak bardzo nie dbałem o ten związek, jaki byłem dla niej niedobry, nie byłem wsparciem, nie byłem przyjacielem. Myślałem, ze jej miłość to pewnik, że ona mi się należy, nie pielęgnowałem jej, wręcz przeciwnie. Przypominają mi się momenty, gdzie wiem, ze ona starała mi się uświadomić, ze ona błądzi, że szuka, że nie wie co dalej, ale ja to bagatelizowałem. Mówi, że gdyby nie córka już dawno by mnie zostawiła. Nie wyrzuca mnie z domu, pozostawiła tą decyzję mi, ale jasno daje do zrozumienia, że ona już nie potrafi ze mną być. A po tych ciężkich słowach (nie kocham było najłagodniejszym), przeszedłem katharsis. Nagle wszystko dla mnie stało się jasne - co robiłem źle, jak powienienem. Mam potrzebę przelać to na nią, pokazać, że jeszcze może być inaczej, chcę ją kochać, chcę ją objąć. Proszę o szansę, ale ona mówi tylko, ze nie potrafi, ze musiałaby się zmuszać. Nie chcę żeby się zmuszała, nie wymagam nawet, ze nagle zacznie mnie kochać. Chciałbym żeby dała spróbować, chciałbym zbudować to od początku, od pierwszej cegiełki. Chcę najpierw zostać jej kumplem, potem przyjaceielem, a potem... nie potrafię myśleć tak daleko, chcę być z nią, kocham ją nad życie. Nie jem, nie śpię. Co zrobić? Czy w takiej sytuacji jest szansa na rozbudzenie uczucia? Ono w niej kiedyś było, wiem, że ona mnie kochała nad życie i ten jej opór jest dla mnie bardzo niepokojący. Nie dbałem o to... Czy jest jeszcze szansa? Rozmawiamy niby normalnie, staram się już o tym nie mówić, bo kończy się płaczem i zawsze tymi samymi słowami. Ale minął dopiero tydzień, to świeże, chcę pokazać, że może być inaczej, delikatnie, codziennymi sprawami. Czy jest szansa, że coś z tego może jeszcze być? A może powinienem jej dać spokój, wyprowadzić się? Ale jest jeszcze córka....... Jak ona to zrozumie. Nie chcę tego kocham je obie nad życie.
Więc kiedy stwierdzi że mnie kocha i nagle odezwa mu się uczucia potraktuje go tak samo jak on mnie. Stwierdze że nie wiem czy tak naprawdę co kolwiek ma sens, bo pewnie będzie za późno. A teraz wypłacze się, i z czasem o nim po prostu zwyczajnie zapomnę.
17 marca 2018 46Ale dopiero teraz dochodzi do mnie, że tracę fajnego faceta. Spieprzyłam to, chcę naprawić a nie listy piszą: Znalazłam się na zakręcie. Mój mąż jakiś czas temu powiedział mi, że nic do mnie nie czuje, że mnie nie kocha i nie chce. Mamy dziecko, z którym zostanę sama, gdy odejdzie. Nie układało nam się od dawna i dopiero teraz dochodzi do mnie, że tracę fajnego faceta. Mieszka z nami ze względu na dziecko. Ta cała sytuacja, gdzie wiem, że nie mogę się przytulić do niego, być kobietą jaką nigdy dla niego nie byłam, mnie męczy. Teraz jestem taka jaka powinnam być zawsze, akceptująca, nieoczekująca, niekrytykująca. Ale to na nic, facet zamknął się na mnie i nie chce wziąć tego, co teraz mogę mu dać. Tematy o rozwodzie i rozstaniu czytam codziennie, medytuję i gdy tylko dopadają mnie jakieś niesforne myśli typu: rozwaliłam swoje relacje z mężem, będę rozwódką z małym dzieckiem, to zaraz powtarzam sobie w głowie Twoje słowa: 'nie myśl o tym co będzie, teraz jest teraz’. To sprawia, że potrafię czuć, że jest to mega doświadczenie dzięki, któremu staje się lepsza. Spieprzyłam to, chcę naprawić a nie mogę. Moja znajoma miała pieska, który jadł tylko wtedy, gdy ona, czy ktoś z rodziny udawali, że chcą mu wyjeść z miski. Jesteś jak ten zaprogramowany piesek? I jeszcze coś z Charlesa Dickensa (pan Pickwick dodaje): (…) W przeddzień mojego przybycia jeden z wojskowych był obrażony w pewnej oberży. Dziewczyna nie chciała pozwolić mu pić więcej. Wskutek tego, z prostej swawoli żołnierz wydobył bagnet i ranił ją w ramię, ale zaraz nazajutrz zuch ten udał się do oberży i pierwszy oświadczył, że nie zachowuje żadnej urazy i zapomina o tym co zaszło.(…) Tylko to nie jest XIX wiek, a Twój mąż nie jest dziewczyną z oberży, którą można dziabnąć w ramię, a następnie okazać wspaniałomyślność. Dominujące religie zataiły przed nami jedyny sens istnienia, czyli wzrastanie w kolejnych reinkarnacjach. Istnienie bez możliwości reinkarnacji jest pozbawione sensu. Nie ma znaczenia, czy żyjesz tydzień, czy 100 lat, gdybyś nie miała możliwości świadomego wzrastania na tym planie, wszystko traci sens. Religie przez zatajenie reinkarnacji sprawiły, że na taką skalę obudził się ateizm. Wiara to jest dobry etap przejściowy dla świadomości zwierząt, które dopiero zaczęły być ludźmi. Sama nazwa zwierzę, mówi o tym, że w coś wierzę. Reinkarnacja nie pasuje do obrazu, który stworzyła dla nas religia z Watykanu. Przestrzeni jezuickiego machiawelizmu, ogromnego bogactwa, bankierstwa, zepsucia seksualnego, bezduszności i Reptilii. Reinkarnacja nie pasuje do przemocy mentalnej i nie tylko, do trzymania zwierząt o cechach ludzi w koszmarnym strachu przed piekielnym potępieniem, mękam, podważaniem paznokci za grzechy i łaskawości niebios za dobre uczynki. Wystarczy się wyspowiadać, aby trafić chociaż do enigmatycznego czyśćca. Ta koncepcja w kontekście wojny i robienia mydła z dzieci, obozów koncentracyjnych, niewyobrażalnego cierpienia ludzi i zwierząt, tajfunów, przypadkowych śmierci, uduszonej przez matkę córeczki, dziedziczenia biedy i tragicznej niesprawiedliwości sprawiła, że ludzie stali się ateistami. Gdyby tylko pozostawiono reinkarnację, wszystko w jednym momencie nabrałoby sensu. Budda (nieważne kim tak naprawdę był i kiedy pojawił się na świecie) definiował przebudzenie, jako brak cierpienia. Jest to bardzo lakoniczna definicja, i trzeba by ją trochę rozwinąć, ale pozwala nam dokładnie określić, czym przebudzenie z pewnością nie jest. Nie jest cierpieniem. Gdy się budzisz przestajesz identyfikować się z cierpieniem. Spotykamy się na tym planie, ale nasze świadomości są na różnych stopniach ewolucji. Ooo, to się właśnie Darwinowi pokićkało. Owszem jesteśmy etapem ewolucji, ale świadomości. Przez pewien czas, gdy nasza świadomość jest minimalna wcielamy się w rośliny, potem w zwierzęta. Teraz pomaga nam naturalna winda wszechświata. Bez żadnego powodu (poza prawem ewolucji) wzrastamy na kolejne poziomy świadomości. W końcu osiągamy świadomość człowieka. Wtedy winda przestaje już nas automatycznie wznosić. Nieważne, czy nas podkręcono, przerobiono, podrasowano, czy zmutowano. Nieważnym jest ile krwi reptiliańskiej wraz z miedzią nam wtłoczono, ale ważne jest, że na tym etapie świadomości możemy się zacząć budzić. Na pierwszym etapie świadomości zwierzęcia, niezbędne są religie i wierzenia, które pozwalają odkryć w sobie życie duchowe. Wtedy zwierzę wierzy. Młode dusze, młode świadomości są bardzo podatne na religie. Tak czy siak są to byty, które nie liczą się za bardzo dla wcielającej się w nie świadomości, gdyż kompletnie nie komunikują się ze sobą. Byt, czyli ego ze świadomością. Głowa (programy ego) nie wie nawet o istnieniu świadomości. Nieistotne pojawianie się na świecie, odbywanie życia we śnie, bez przebudzenia ze snu pełnego smutku, rozpaczy i dramatów, które są po prostu stopniami do wzrastania. Jednak wspinanie się na nie bez zrozumienia o co kaman nie daje nic. Tak naprawdę wszelkie kontrakty, składania przysięgi małżeńskiej (i nie tylko) przy świadkach, intercyzy na papierze, to wszystko świadczy o tym że nie mamy honoru. Że jak ktoś kiedyś miałby złamać dane słowo, to wolałby wybrać śmierć. Dlatego małżeństwo z założenia jest instytucją matrixową, niskowibracyjną i polegającą na wierzeniach. Gdybyś była oświecona, kontrakt słowny w tym wcieleniu byłby honorowy. Śmierć rozwiązuje kontrakty z tego wcielenia i sprawia, że w nowym musimy się od nowa wszystkiego uczyć. Jednak osiągnięcie świadomości z poprzedniego wcielenia idzie znacznie szybciej, a następnie w wyniku budzenia się, czyli ruszenia w drogę, dalej wzrastamy. W końcu dochodzi do momentu, że czujesz, iż doświadczanie na tym planie już nie jest Ci potrzebne. Chcesz wrócić do źródła, ale to akurat dzisiejszej sprawy nie dotyczy:) Na tym planie, miliony ludzi śpi snem głębokim. Kopulują, oglądają telewizor, kupują drogie przedmioty, lub marzą o drogich przedmiotach, stosują używki, jedzą złom i/albo nieżywe zwierzęta, tracą energię na lewo i prawo, gadają o materii i/albo o chorobie, o nieustającym braku kasy. Seks jest bardzo niskowibracyjny, siedzi nisko (nie przez przypadek) wyżerając energię. Gdy ktoś identyfikuje się ze swym ciałem i umysłem i potrzebuje kopulacji do przyduszania emocji, podobnie jak jakiejś używki, w tym Marii, wówczas o wiele lepiej dla niego, jakby pozostał baranem, który 8 razy dziennie ejakuluje, albo jeszcze lepiej kogutem, bo ten robi to 50 razy. Gdy hiena je mięso oczyszcza z padliny środowisko. Jest jakaś równowaga, ma to naturalny sens. Gdy człowiek zjada nieżywe zwierzę zupełnie nie ma to sensu duchowego. Świadczy o senności Jana Kowalskiego, czy Johna Browna. Przede wszystkim prawa są prawe. Znamy prawo rezonansu, prawo przyciągania tego co wysyłasz. Właśnie ta wysyłana negatywna energia wytwarza w tej czakrze, z której jest wysyłana tak zwane sęki. Dlatego tak ważne jest, aby złych emocji własnych nie przenosić na innych. Człowiek sam sobie wtedy szkodzi. Ewidentne jest to w zachowaniu dzieci w stosunku do rodziców, gdy coś im zabraniają. Wtedy dzieci wysyłają starszym negatywne myśli i emocje. Dlatego trzeba umieć znaleźć metody wychowawcze, które nie pozwalają blokować się czakrom dziecka. A czakry męża? Jakże zablokowane, gdy powiedział Ci, że nic do Ciebie nie czuje, że Cię nie kocha i już Cię nie chce. Osoby żyjące razem blokują sobie nawzajem te energetyczne centra. Każda myśl i odczucie do drugiej osoby jest energią przesyłaną w jego kierunku. Jeśli jest to osoba na podobnym poziomie energetycznym, to negatywna energia rzucona w jej kierunku może ją uszkodzić. Jeśli trafi na wyższe ciało spirytualne, to wraca z powrotem do nadawcy z wielką prędkością i uszkodzi nadawcę. Więc zanim coś zrobisz dobrze się zastanów. Jeśli wyślesz dobrą energię wróci dobra do Ciebie, jeśli złą możesz dostać złą tyle, że 10 x silniejszą. I tak się stało w Twoim przypadku. Dopóki rezonowaliście na tym samym poziomie, raniłaś męża codziennie. Aż tu nagle jego wibracje się podniosły (nie wiedzieć czemu?) i to co w jego kierunku wysyłasz odbija się już jak od wysokiego muru. Już nawet energia miłości na niego nie działa. Bardzo dużo ludzi się obżera. Czy możliwe jest, aby w następnym wcieleniu nastąpiło cofnięcie się ewolucji świadomości i człowiek urodził się jednak świnią? Bo właśnie od świni oczekuje się, aby dużo jadła, i była gruba i spasiona, a wtedy można na niej zarobić. Świnia jest bardzo podobna do człowieka, jest też, jak na zwierzę, bardzo inteligentna. Bardzo. Czy skoro człowiek do tego stopnia śpi, że tylko myśli o jedzeniu, to nie byłoby dla niego lepiej, aby był świnią? A seksoholik baranem? Cofnąć się do barana byłoby jednak trudno, chociaż religie i politycy robią z nas owce. Owce wierzące we wszystko co nam powiedzą. Jednak cofnąć się do poziomu świni, mogłoby nie podchodzić pod definicję cofania się. Ponieważ obżarstwo przez wiele lat było moim rysopisem, istniała szansa kolejnego wcielenia, tym razem w żywot świni. To tylko pozorna anty-ewolucja. Wracając z zaświatów do Twojego bytu teraz. Niewiadomo ile razy wylądowałaś już na tym planie: Spieprzyłam to, chcę naprawić, a nie mogę. Chcesz naprawić, a nie możesz? Chcesz, żeby on zmienił swoje stanowisko wobec Ciebie, czyli chcesz jego zmienić. To faktycznie nie możesz. Możesz jednak okazać wdzięczność za to co Cię teraz spotkało. Zaakceptować. Wysłać dobrą energię do Wszechświata i wszystkich ludzi. No i kochać. To sprawi, że wzrośniesz i jest jakaś szansa, że znowu będziecie z mężusiem wibrować na tym samym 10 608 times, 1 visits today).